Przegląd ekranowy
Pod względem seriali przegląd z prawie roku, ale postaram się streścić :)
Od pewnego czasu chętnie oglądam azjatyckie produkcje. Czaję się na jakieś chińskie dramy, najlepiej z kontynentu, z Chińskiej Republiki Ludowej, nie z Tajwanu, a one nie są tak łatwo dostępne i jeszcze muszę wybrać coś, co wyda mi się dostatecznie ciekawe - tak więc chętnie przyjmę polecajki ;) Na marginesie kiedyś trafiłam na wiadomość, że przeciw jednej zaprotestowała wietnamska cenzura i kazała Netfliksowi to u nich zdjąć, ponieważ pokazują tam mapę, według której praktycznie cały obszar Morza Południowochińskiego (która to nazwa też nie wszystkim się podoba i nie brak w tym racji) należy do Chin (tzw. nine-dash line), z czym Wietnam się nie zgadza. Z tego, co sprawdziłam, obecna doktryna w wietnamskiej polityce zagranicznej to utrzymywanie dobrych relacji ze wszystkimi i również podczas przeglądania tamtejszych serwisów informacyjnych (anglojęzycznych oczywiście) łatwo wysnuć wniosek, że z każdym chcą żyć dobrze, zapewniać o wzajemnej przyjaźni i rzecz jasna móc robić biznes: Laos, Tajlandia, Kambodża, Stany Zjednoczone, Kanada, Rosja, Unia Europejska, obie Koree... Chiny też, ale w tamtym kierunku widzę najwięcej chłodu.
Ale wracając do tematu, póki co oglądałam seriale i filmy koreańskie.
Obejrzałam w końcu film "Bez wyjścia". Jest dobry, bardzo na czasie i dobrze zrealizowany, ale liczyłam na arcydzieło, więc zostawił pewien niedosyt. Poza tym dźwięki dochodzące od sąsiadów nieco zaburzyły mi odbiór, nie mogłam się skupić na filmie tak, jak chciałam, więc pewnie kiedyś do niego wrócę. Dotyczy tematu utraty pracy, a wraz z nią poczucia bezpieczeństwa, własnej wartości i postaw tożsamości. Żeby odzyskać sens życia, trzeba pilnie znaleźć kolejną, koniecznie na odpowiednim stanowisku, a jako że okazuje się to wyzwaniem, bohater uznaje, że wszystkie chwyty dozwolone. Po reżyserze spodziewałam się więcej dziwności i szokujących scen, jak w jego "Służącej" - tak jakby pomysł fizycznego wyeliminowania konkurentów na upatrzone stanowisko był czymś zwyczajnym ;) Dobrze, że "Oldboya" oglądałam później, bo tam ilość szoku dla widza jest jeszcze większa niż w "Służącej" i z takim doświadczeniem moje oczekiwania jeszcze bardziej rozminęłyby się z tym, co zobaczyłam ;)
Ostatnim obejrzanym serialem był "My Name", gdzie dziewczyna poświeca się pomszczeniu śmierci ojca, w którym to celu wstępuje do gangu, a następnie, na polecenie szefa, do policji. Bardzo dużo się tam tłuką, ale w wykonaniu Koreańczyków te mordobicia stają się bardzo przyjemne dla oka. Wielu facetów ma ładne buzie i umięśnione, ale szczupłe, nie rozrośnięte ciała i chodzą starannie ubrani albo prezentują się z gołymi klatami :) Na kobiecą bohaterkę też oczywiście miło popatrzeć. Serial może niespecjalnie ambitny, ale bardzo mi się spodobał, trudno było się oderwać, tylko zaznaczę, że nie na każdy gust.
Inny o kobiecie, która poświęca życie zemście, to "Chwała", i ten już mogłabym polecić szerzej, choć również z zaznaczeniem, że jest sporo przemocy. Tam z kolei bohaterka mści się za przemoc, której doznała w szkole ze strony rówieśników. Niekoniecznie mści się bezpośrednio fizycznie własnymi rękami, raczej opracowuje plan zniszczenia życia dawnym oprawcom, z adekwatną ilością komplikacji i wątków pobocznych. Bardzo dobrze się to oglądało i kibicowało bohaterce.
Z kolei "Prison Playbook", o sławnym zawodniku baseballu, który trafia do więzienia i musi się tam odnaleźć, byłby lepszy, gdyby nie był taki rozwleczony - można by go spokojnie skrócić, wiele wątków było nadmiernie rozciągniętych, a do tego dochodziły jeszcze liczne retrespekcje.
Kangurowi mogę podziękowac za polecenie "Death's game" na Prime - coś oryginalniejszego, było warto. Końcówka może mogła być bardziej nietypowa, ale mnie nawet odpowiadało to, co zobaczyłam.
Z całej tej serii najbardziej spodobał mi się "Mr. Sunshine", dołącza do listy ulubionych. Niespecjalnie pociągają mnie dramy historyczne, bo wydaje mi się, że wszystkie są podobne, ale jednak coś w nich jest. O miłości, walce i poświęceniu, o zemście i wdzięczności. W tle trudne czasy dla Korei, czy raczej Joseonu: Stany Zjednoczone, Rosja, Japonia - wszyscy chcą ich sobie podporządkować i ostatecznie kraj kończy pod rządami Japończyków. Mieszkańcy jednak nie zamierzają się poddać, tworzą ruch oporu i zbrojnie walczą, ostatecznie wielu ginie lub jest zmuszonych do emigracji. Na początku myślałam, że wyszło trochę zbyt proamerykańsko i USA zostały bardzo mocno wyidealizowane jako kraj szans i możliwości, ale ostatecznie zmieniłam zdanie: to Joseon mimo swoich wad i skostniałych podziałów społecznych zostaje w centrum uwagi.
Zostając przy historycznych, ale zmieniając region geograficzny, mogę polecić również "Sisi". Cesarzowa została przedstawiona jako silna, niezależna kobieta, wciśnięta w sztywne ramy etykiety, do których ciężko było jej się zdecydować. Jednocześnie ceniona przez poddanych, nieakceptowana przez teściową i nieszczęśliwa. Szkoda tylko, że nie ma kontynuacji.
Ekranizacje znanych książek to zawsze pewne ryzyko, ale nie mogłam sobie darować "Domu duchów" na podstawie powieści Isabel Allende. Bardzo ładny, oddaje klimat, elementy magiczne dobrze przenikają się z realistycznymi. Nie pamiętam, na ile wierna oryginałowi, bo czytałam zbyt dawno - wydaje mi się, że dość mocno. Muszę tylko przyznać, że środek mnie trochę nużył, może dlatego, że wiedziałam, co powinno być dalej, a może po prostu gorzej zrealizowany. Ale ostatecznie miło spędzony czas.
Filmy azjatyckie coraz śmielej wkraczają do Netflixa i na inne platformy. Próbowałam oglądać, ale jakoś nie mogę się przekonać, czasami mimika aktorów jest przerysowana, jak w niemym kinie, no i wszyscy do siebie podobni...
OdpowiedzUsuńJa pierwsze musiałam sobie wyszukać, teraz mi się tego bardzo dużo pokazuje.
UsuńNa początku też miałam problem z rozpoznawaniem ludzi, a nawet z rozróżnianiem ich imion, bo trudno mi było je zapamiętać, do tego w Korei nazwiska są bardzo powtarzalne, ale jak się trochę na nich popatrzy, to już jest prawie jak z białymi :)
Na mimikę nie zwróciłam uwagi, poza momentami, które są kiczowate lub przerysowane. Ale przypomniało mi się, jak raz w samolocie niechcący zrzuciłam butelkę z wodą na jednego Chińczyka i jego mimika mówiła więcej niż tysiąc słów ;)
Już nawet nie pamiętam, że rozmawiałyśmy o tym Death's game. O rety.
OdpowiedzUsuńJa chciałabym zobaczyć Bez wyjścia, minęło mi już gdzieś w polecajkach na stronach internetowych. Teraz dorzucę do tego Chwała - z Twojego opisu wydaje mi się, że może mi się spodobać.
To było dawno, ale o dziwo pamiętam, co oglądałam :D
UsuńMogę polecić oba, które wymieniłaś.
"Dom duchów" i "Sisi" z przyjemnością obejrzę. Są dostępne na Netflixie?
OdpowiedzUsuńUściski ♥️
"Sisi" tak, "Dom duchów" jest na Prime.
UsuńNic z tego nie znam oprócz książek Isabel Allende. Azjatyckie to lubię jedynie jedzenie 😀, książki i seriale lub filmy wywołują we mnie taką niechęć, że nawet nie będę próbować. Zdecydowanie nie moje klimaty.
OdpowiedzUsuńO, aż tak? Do mnie książki za bardzo nie przemówiły, ale one wszystkie były z jednego wydawnictwa i może po prostu to z tym wydawnictwem mi się gust rozjeżdża. Nie żeby mnie odrzucały, ale nie mój typ. Kiedyś dawno temu lubiłam Murakamiego, czyli takie najbardziej oklepane :)
UsuńJa na Bez wyjścia byłam w kinie, dobry film ale nie była to najlepsza pozycja tego reżysera.
OdpowiedzUsuńWidziałam tylko dwa jego inne filmy, ale też tak uważam.
Usuń