Posty

Różności z codzienności

Obraz
Będąc w zakładzie u klienta przez jakiś czas przesiadywałam w biurze utrzymania ruchu i korzystałam z ich ekspresu do kawy. Czasami ktoś sam proponował i przynosił, ale jeśli nie, nie czekałam, tylko zapytałam, czy mogę korzystać i sama się obsługiwałam ;) Pewnego popołudnia ekspres wydał mi polecenie opróżnienia tacki na fusy i na skropliny (lub "na skropl", jak pisze ekspres u mnie w firmie - po zrobieniu kawy natomiast rysuje parującą filiżankę i życzy "smacz"). Nie chciałam widzieć tej tacki. Nie wiem, jak doprowadzili do takiego stanu, tam już prawie powstała nowa cywilizacja. Przez kilka minut wydobywałam resztki i usiłowałam doczyścić tak, żeby został sam plastik bez osadu. Kiedy pomyślałam o tym, czy ten ekspres w środku nie jest w podobnym stanie, jak ta zasyfiona tacka, moja chęć na kawę trochę osłabła. Uczę się nowych czeskich słówek i odkrywam kolejne różnice ze słowackim. Na przykład słowa oznaczające "śniadanie" czy "wyjeżdżam" bard...

Nie aż taki sajgon

Obraz
...w tym Sajgonie ;) Czy raczej w Ho Chi Minh, jak nazwano miasto na cześć północnowietnamskiego przywódcy. Może gdyby to był pierwszy przystanek, wrażenie byłoby inne, ale po prawie trzech tygodniach w Azji odniosłam wrażenie ładu i porządku: na przykład jest całkiem sporo szerokich, niepozastawianych niczym chodników i przejść dla pieszych ze światłami, gdzie można przejść przez jezdnię nie ryzykując życia. Oczywiście to wciąż wielkie, ruchliwe miasto. Popołudniu po przyjeździe postanowiliśmy zagospodarować trochę czasu każdy osobno i tak się spacerowało z myślą, że to czas na wyciszenie i relaks, w otoczeniu hałasu i spalin - i nawet mi to nie przeszkadzało ;) Tutaj ruch spory, ale bywał większy Z tymi chodnikami tylko dla pieszych to oczywiście bez przesady Większe oczekiwania pokładałam w Hanoi i północnej części kraju i tam też zaplanowaliśmy więcej czasu, południe potraktowaliśmy trochę po macoszemu, a po Sajgonie nie spodziewałam się wiele, ot kolejne duże miasto. Wciąż uważam ...

O gorącu i pomajówkowych górskich wspominkach

Obraz
Tegoroczne lato testuje moją cierpliwość. Najpierw co wyjście z domu byłam rozczarowana, bo wydawało się ciepło, a zawsze czułam nieprzyjemnie chłodny powiew wiatru. Pod wieczór, a czasami i w ciągu dnia, musiałam zakładać bluzę, a podczas spaceru pilnować, żeby ruszać palcami u dłoni, bo inaczej było mi w nie zimno i robiły się lekko sine, z nosa też kapało. Potem był kawałek takiego lata, jak lubię, czyli mogłam poczuć słońce na skórze i powygrzewać się, ale nie trzeba było szukać trików na upały. Ale byłoby za dobrze, więc przyszła fala upałów, z której to okazji sprawiłam sobie nawet wiatrak, taki stojący kolumnowy. Pomyślałam, że skoro wiatrak dawał ulgę w nagrzanej fabryce w Tajlandii (przez jakiś czas klimatyzacja była tam wyłączona z powodu serwisu), to i w mieszkanku na Śląsku się sprawdzi - i faktycznie, nie ma oczywiście cudów, ale pomaga. Wcześniej używałam wachlarza, ale prz wachlarzu jedna ręka jest stale zajęta ;) Przy odpowiednim traktowaniu mieszkania, czyli konkretym ...