Wietnamska wyspa Phu Quoc zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Nie każde odwiedzane miejsce musi zachwycać i nie żałuję wizyty w celach poznawczych, ale gdybym miała się jeszcze kiedyś wybrać do Wietnamu i odwiedzić jakąś plażową lokalizację, poszukałabym czegoś innego (choc prawdę mówiąc plaża sama w sobie rzadko zachwyca na tyle, żebym uznała, że specjalnie dla niej warto lecieć na drugi koniec świata...). Nie było tragicznie: morze, plaża z palmami, nocleg w spokojnym zakątku, nawet na jedzenie trafiliśmy niczego sobie, ale nic specjalnego. Chociaż nie, nie do końca nic specjalnego, bo na Phu Quoc spotkałam najbardziej zadziwiające miejsce podczas całej wycieczki i plażę, która wzbudziła poważne wątpliwości etyczne. Gdyby ktoś chciał trochę drastycznej historii, na wyspie jest też muzeum w dawnym więzieniu (oryginalnie francuskim, potem używanym również jako obóz jeniecki), zwanym coconut prison - mnie wystarczy wiedza o jego istnieniu i zdjęcia. Pewien taksówkarz opowiadał też o perłach, z których wyspa jest znana.




Bazę mieliśmy niedaleko głównego miasta wyspy i tam wyglądało dość zwyczajnie. Do centrum miasta zrobiliśmy sobie kiedyś wieczorny spacer: nocny targ, świątynia w pobliżu portu (bez szału, ale już było późno i ciemno, zdjęcia wyszły mi nieciekawe), dużo knajpek i miejsc dla turystów, dzieci jeżdżące na hulajnogach przy nabrzeżu. I dużo plakatów z propagandowymi hasłami - przetłumaczyłam sobie niektóre i szczerze mówiąc liczyłam na więcej polotu, a one takie toporne typu "rząd, partia i naród budują dobrobyt" albo "obywatele, pamiętajcie o zachowaniu zasad zapobiegania pożarom" ;) Mnóstwo szyldów po koreańsku i rosyjsku - i pełno Rosjan. Nas oczywiście też brano za Rosjan - i tłumacz tym ludziom, żeby nam nie tłumaczyli na rosyjski. Niektórzy ludzie mówili też trochę po rosyjsku i na przykład pan, u którego wymieniłyśmy walutę i skorzystałyśmy z masażu (pełen serwis, miał też oferty wycieczek), na herbatę mówił "czaj". A jeden taksówkarz to nawet wydawał się coś z naszych rozmów rozumieć...
 |
| Brama już zamknięta |
 |
| Te figury nieodmiennie kojarzą mi się z maryjnymi |
 |
| Na nocnym targu |
 |
| Ryby w ciasnocie czekają, aż staną się pozycją z menu wyżej (menu po chińsku i koreańsku) |
 |
| Tutaj menu po angielsku i koreańsku |
Dziwiłam się wpisom w internecie, według których Phu Quoc to nie jest prawdziwy Wietnam - bo fakt, mocno turystycznie, ale przecież widać, że Wietnam. Zrozumiałam, gdy wybrałam się na południe, na jedną z polecanych plaż. Obok plaży stał spory hotel, taki na bogato, z którego można by się przez całe wakacje nie ruszać - hotel jak hotel, mógłby być gdziekolwiek. Raz nawet sobie przez niego przeszliśmy i moglibyśmy się wtopić w tłum, ale za drugim podejściem już podbiegł jakiś chłopak i nas zatrzymał :) Szok następował, gdy wyszło się "na miasto", zresztą już dojeżdżając na miejsce nie wierzyłam własnym oczom. Zabudowa we włoskim stylu. Szerokie chodniki. Gdzieniegdzie sklepy i kawiarnie, dość drogie jak na Wietnam, ale większość budynków była... pusta. Puste budynki i puste ulice. Surrealistyczne uczucie. Jakby to była taka wielka makieta, na której ktoś mnie postawił. Tak naprawdę Włoch to też nie przypominało, bo za mało życia.
 |
| Nastąpiła teleportacja poza Wietnam |
 |
| Skupisko knajpek |
Ogólnodostępna plaża okazała całkiem ładna, ale bardzo wietrzna. Idąc w jedną stronę docierało się do części, gdzie przesiadywało paru miejscowych i wiało równie mocno. Kiedy się odeszło kawałek w przeciwną, było spokojniej, ale tam cały teren należał już do hotelu, innego niż ten poprzedni - stał tam człowiek, który pilnował i zwracał uwagę, że można spacerować, ale tylko po plaży, bez wchodzenia wgłąb, rozkładać się na piasku też nie można. Jak na kraj, który ma w nazwie socjalizm, bardzo dużo tam prywatnych plaż - przyznam szczerze, że się nie spodziewałam. Nie jestem przekonana do modelu rozwoju, który tam (i niestety nie tylko tam) przyjęli, kiedyś się to zemści: za dużo betonu (jednocześnie niektóre budynki stoją puste i niszczeją), za dużo turystyki, udawanie czegoś, czym się nie jest. Czy światu potrzeba więcej Dubajów?
 |
| Wiatr trzęsie palmami |
 |
| W przeciwnym kierunku niebo już błękitne |
Na wyspie jest też - co za zaskoczenie - kolejka linowa, prowadząca na
mniejszą wysepkę, na której zbudowano park rozrywki i park wodny. Kolejka całkiem
fajna, ładne widoki. W jedną stronę wystarczyło wejść i wsiąść, gorzej było w drodze powrotnej, bo trzeba było odstać sporo w kolejce. Wybrałyśmy się dopiero popołudniu (kolega uznał, że mu wystarczy kolejek i przetestował jazdę moto taxi z powrotem do hotelu) i zostało już za mało czasu, żeby skorzystać z rozrywek na wysepce. Rozważałam, czy nie odważyć się pierwszy raz w życiu na rollercoaster, ale los zdecydował za mnie: nie wolno w okularach, a soczewek ze sobą nie miałam. Okolica stacji kolejki na głównym lądzie znów udawała Włochy, stały nawet jakieś wieżyczki, fontanny i konstrukcja udająca starożytne ruiny. Gdy potem
oglądałam niektóre zdjęcia z Włoch, pomyślałam, że wystarczy dodać
wietnamskie flagi i będzie jak na Phu Quoc :) Zjadłyśmy tam makaron, oczywiście bardziej we włoskim stylu (choć z tofu i sosem sojowym), zamiast pałeczek łyżka i widelec. Ale tam nie czułam się tak dziwnie, bo ludzi było nieco więcej.
Intrygowało mnie, kto jest inwestorem, czy to państwo tworzy takie sztuczne miasta i atrakcje i znalazłam, że to całkowicie prywatna spółka, SunGroup. Inne kolejki linowe też należały do nich. Taksówkarz potwierdził informacje i dodał, że do tej spółki należy duża część obiektów na wyspie i to oni mają budować nowe, większe lotnisko. Istnieje też inna spora spółka, VinGroup, również prywatna, i oni m.in. produkują samochody, ale działają też w wielu innych branżach, nieruchomościach i hotelarstwie również. Nawet widziałam w pewnym serwisie z wiadomościami, że to oni mieli budować jakieś drogi czy linie kolejowe. Obie założone są przez Wietnamczyków, którzy na studiach wyjechali na stypendia do ZSRR i działalność biznesową zaczęli na Ukrainie, od produkcji makaronów instant, jak modelowi wietnamscy emigranci - kiedy na początu przeczytałam tylko, że przez Wietnamczyków z ZSRR, miałam w głowie same teorie pełne podejrzeń ;)







Była też wizyta na plaży z rozgwiazdami. Nie polecam i trochę żałuję, że również dofinansowałam ten biznes, bo trzeba było zapłacić za transport łódką (choć podobno da się też lądem). Łódka tak skakała na
wodzie, że wydawało się, że za chwilę wypadniemy, a nie za bardzo było
się czego trzymać. Zawsze sobie tłumaczę, że ci ludzie wiedzą, co robią, ale niedawno widziałam kilka informacji o wypadkach łodzi w Tajlandii, które jednak rozwiewają złudzenia. Jednak samą podróż można uznać za rodzaj przygody, to widok na miejscu był przykry. Wiedziałam, że rozgwiazdy są tam przynoszone, żeby było ich dużo w jednym miejscu. Ale nie wiedziałam, że z boku pomostu są zamontowane siatki, wkopane głęboko w piach, które mają je zatrzymywać - z tego powodu woda nie jest w stanie zabrać tych, które zostały wyrzucone na brzeg, tylko leżą i wysychają. A te, które jeszcze nie są na brzegu, leżą jedna na drugiej i tylko czekać, aż przyjdzie ich kolej. Dramat. Trochę z nich uwolniliśmy: braliśmy je do rąk i przerzucaliśmy na drugą stronę. Ochoczo przyłączyła się jakaś młoda Niemka. Na początku się brzydziłam i ograniczyłam się tylko do dokumentacji fotograficznej i wsparcia mentalnego ;), ale w końcu się przełamałam i też je przerzucałam. Nie pomogło to na długo, bo za jakiś czas na siatce zatrzymały się nowe, z pewnością zapasy zostały później uzupełnione, ale przynajmniej sporo z nich dłużej pobyło w wodzie. Dla rozgwiazd takie wyjmowanie i przerzucanie też nie jest specjalnie korzystne, ale w porównaniu z leżeniem na piachu na kupie innych chyba lepiej.
 |
| Uwięzione :( |
 |
| Po uwolnieniu |
Co do rozgwiazd, to podobne refleksje miałam po rejsie na wyspę żółwi w Grecji, nigdy więcej!
OdpowiedzUsuńDziwne te miasteczka makiety, jakby na pokaz.
Kolejki to coraz powszechniejszy transport, słyszałam, że i w Polsce ma być taka komunikacja, zamiast metra. Nie trzeba ryć w ziemi i niszczyć zabytków.
Ja plażowa nie jestem, więc plaże takie czy siakie, to nie taka znów atrakcja, czasami jest ładny widok, to fakt.
Mnie denerwuje zawłaszczanie plaż, jezior przez hotele, kto nie ma kasy nie korzysta...
Nie rozumiem tych miasteczek: czy koncepcja była inna i nie wyszło czy tak miało być, żeby stworzyć tylko fasadę dla mieszkańców hoteli w okolicy?
UsuńJuż ponad 10 lat temu znajomi z Rzeszowa mówili, że ktoś miał koncepcję takiej kolejki u nich :) Wiem o takich w Meksyku, La Paz czy Medellin, tam jest dużo wzgórz i duży ruch na drogach, więc pewnie mocno ułatwiają transport. W Medellin jest też "metro" jeżdżące wyłącznie ponad ziemią, tylko to z kolei może szpecić.
Również nie lubię zamykania plaż. Rozumiem, że dla gości hotelu to fajnie mieć swoją, ale jestem przeciwna ograniczaniu dostępu, potem czasami wychodzi na to, że ci, którzy zawsze mieszkali obok, mają najtrudniej się dostać.
Chciałbym się kiedyś wybrać do Wietnamu, ale nie wiem czy zdążę przed emeryturą. Człowiek nie ma czasu ani pieniędzy. Są inne priorytety. Gratuluje Ci fajnej wycieczki!
OdpowiedzUsuńDzięki i polecam, jeśli będziesz miał kiedyś możliwość, na miejscu cenowo atrakcyjniej niż w Europie czy w Polsce, tylko dolecieć trzeba.
UsuńZ plusów to te ryby/zwierzęta długo tam w tym akwarium nie będą tkwić. Szybko ktoś je kupi.
OdpowiedzUsuńMożliwe, trochę ruchu tam było.
UsuńThat ghost-town replica of Italy dropped right into a Vietnamese island sounds completely surreal, and discovering that the mega-corporations behind it built their fortunes on instant noodles in Ukraine adds such a wild backstory to the whole trip. The situation with the starfish is incredibly heartbreaking, but it is wonderful that you and that German tourist broke past the hesitation to actively toss them back over the nets to give them a fighting chance.
OdpowiedzUsuńPo Twoich zdjęciach muszę przyznać, spodobało mi się tam!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Na zdjęciach lepiej niż na żywo, nie ma efektu dziwności :) Tylko wciąż mało wietnamsko :)
UsuńWietnam też jest na mojej travel list - w tym roku planowałam Tajlandię, ale z pewnych przyczyn bezpieczeństwa przenosimy to na kolejny rok . Szkoda, że wyspa Phu Quoc Cię rozczarowała- jak oglądam Te Twoje foty to myślę ,że mi by się spodobała. Za to żal mi tych biednych rozgwiazd
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Karo
Trochę tak wyszło, że w tekście marudzę, a na zdjęciach wygląda zachęcająco :D Szczerze mówiąc wygórowanych oczekiwań nie miałam, miał być po prostu relaks na plaży, a w tej kwestii rozczarowało mnie, że dużo z nich jest prywatnych. Na pewno nie mogłabym powiedzieć, że nic tam nie ma ;)
UsuńMnie póki co jakoś w ogóle nie ciągnie w tym kierunku ... Uściski ♥️
OdpowiedzUsuńMnie do Azji długo nie ciągnęło, ale z jakiegoś powodu Wietnam był jednym z wyjątków (wcześniej Japonia, ale mi potem przeszło) :) Chociaż na wyspę głównie z inicjatywy koleżanki towrzyszki podróży :)
Usuń