Albo: "de Madrid al cielo" - "z Madrytu do nieba". Takie ładne są powiedzonka o tym mieście. Nie umiem oczywiście ocenić, jak się tam żyje, w końcu każde miasto ma swoje wady (chociaż internet naśmiewa się, że zdaniem mieszkańców Madrytu wszystko tam mają najlepsze), ale na przyjezdnych robi bardzo pozytywne wrażenie. Przynajmniej mnie się bardzo spodobało. Bardzo ładne miasto, oferujące dużo do zobaczenia, a przy tym przyjemne tło: zadbane kamienice, ciekawe elewacje i szyldy, dużo klasycznie ładnych obiektów i pomników, ale i klimatu nie brakuje. Przyjemne parki też się znajdą. Ludzi było sporo, ale zależnie od pory i miejsca. Kiedy wyszłam z pokoju rano, nawet zatłoczona zwykle Plaza del Sol była pusta i udało mi się zrobić zdjęcie posągu niedźwiedzia bez pozujących ludzi. Wieczorami za to całkiem mi się podobało, że ulice są tak mocno uczęszczane, bo mogłam czuć się bezpiecznie wracając po ciemku.
 |
| Po powiększeniu widać temperaturę :D |
 |
| Niedziela rano, więc trochę śmieci, ale dekoracje na ścianach trzeba docenić |
 |
| Tu jeden przykład z bliska |
 |
| O poranku ludzi brak |
Chciałam odwiedzić Madryt juz od dłuższego czasu i w kwietniu zrealizowałam plan. Przy okazji zrealizowałam też inny, który chodził mi po głowie jeszcze dłużej, a mianowicie pojechać gdzieś turystycznie na kilka dni zupełnie sama. Podobało mi się. Są sytuacje, kiedy fajnie byłoby mieć kogoś ze sobą, na przykład żeby razem posiedzieć w barze, miło też móc dzielić z kimś wspomnienia, ale wyjazd w pojedynkę ma również mnóstwo zalet. Przede wszystkim cały pobyt jest dostosowany pode mnie. Robię to, na co mam ochotę i w tempie, które mi pasuje. Marudzenie występuje co najwyżej moje własne do mnie samej - a marudziłam, bo moim słabym punktem okazały się stopy, więc jęczałam sobie w myślach "ale mnie bolą stópki :(". Pierwszego pełnego dnia zrobiłam nieco ponad 20 km, drugiego wybrałam się do Toledo, gdzie trzeba było chodzić pod górę i w dół po twardym bruku i koło południa poduszki na podeszwach zaczęły boleć na tyle mocno, że musiałam zwolnić i częściej odpoczywać: był czas, ochota i siły pochodzić więcej, ale stopy odmawiały współpracy. Nigdy dotąd nie zdarzył mi się taki problem o takim nasileniu, a buty, które miałam na sobie, zawsze uważałam za superwygodne, może wkładki już się zużyły. Trochę to uczy pokory i zrozumienia dla słabości i złego samopoczucia innych: można wyglądać na zdrowego i sprawnego, a czuć się średnio...





Wracając do Madrytu, spędziłam tam pięć nocy. Zależało mi, żeby nie musieć się spieszyć, mieć czas na zajęcia poza planem i żeby wybrać się przy okazji do Toledo. Myślałam też o odwiedzeniu któregoś z innych niedalekich miast, ale dałam sobie spokój - może innym razem, jeśli takowy kiedyś nastąpi. Miałam nocleg w samym centrum, niedaleko Plaza del Sol, więc wszędzie blisko, praktycznie w zasięgu spaceru - a kiedy spacer nie wystarczał, metro też się świetnie sprawdzało. Pospacerowałam po mieście, odwiedzając charakterystyczne punkty albo po prostu rozglądając się po ulicach. Weszłam do Pałacu Królewskiego i katedry. Zastanawiałam się, czy warto zwiedzać pałac od środka, ale cieszę się, że poszłam. Podobało mi się przechodzenie między kolejnymi pokojami, każdy mocno udekorowany i każdy w innej kolorystyce. Nawet zbrojownia była dość ciekawa, choć tam najbardziej zwróciłam uwagę na zbroje dla dzieci i... psa. Po muzeach też pochodziłam, bo uznałam, że będę żałować, jeśli nie wejdę do Prado i Królowej Zofii. W tym drugim załapałam się na darmowy dzień i mimo tego weszłam z marszu, bez czekania, kolejkę zobaczyłam już po zakończeniu zwiedzania, i to przed tym wejściem, przed którym według internetowych forów miało jej nie być - widocznie zbyt dużo ludzi wzięło sobie te rady do serca. Z obu muzeów jestem zadowolona, Królowa Zofia bardziej w moim stylu (poza Guerniką i innymi znanymi obrazami zaciekawiła mnie wystawa dotycząca koncepcji miast w początkach XX wieku), ale i w Prado znalazłam sporo dla siebie. Największy minus Prado to rozmiar i struktura jak w labiryncie, gdzie mimo wzięcia mapki na początku i tak nie wiedziałam, gdzie jestem i przez jakiś czas krążyłam bez sensu, i zimno - nie wiem, czy to ma ograniczać czas wizyt? Chciałam jeszcze iść w jedno miejsce, ale zrezygnowałam, bo trzeba by znowu przejść całą długość budynku, już byłam zmęczona i przede wszystkim za bardzo zmarzłam, a i bez tego czułam, że bierze mnie jakaś infekcja. Trzeba się nastawić na konieczność selekcji.





 |
| Z tarasu muzeum Królowej Zofii; widać remontowany dworzec |
Poza tym odwiedziłam bazar el Rastro, gdzie nie znalazłam nic ciekawego dla siebie, ale za to kilka ciekawych stoisk do pooglądania - o niektórych będzie osobno. W planach miałam też stoiska z książkami w pobliżu parku Retiro. Znalazłam pozycje, które mnie zainteresowały, ale zniknęły, gdy po nie wróciłam - nie było mi bardzo szkoda, bo to i tak nic z używanych, na które nastawiłam się najbardziej. Wybrałam się na zachód słońca przy światyni Debod, podarowanej przez Egipt. Ze wzgórza można dostrzec Pałac Królewski, choć głównie widać bloki Ale miejsce przyjemne, ludzie sobie siedzą i spacerują.
 |
| Niedzielny tłum w okolicach Rastro |
 |
| Widać pałac i katedrę |
.jpg) |
| Świątynia |
Pochodziłam po parku Retiro i w ramach relaksu posiedziałam sobie albo
na ławce z kawą i książką (niestety jedyna wolna w cieniu była w pobliżu
dzieci grających w piłkę), albo na trawie, wobec braku koca na torbie
zakupowej. W Retiro mogłam też poobserwować żółwie - takiej atrakcji się
tam nie spodziewałam. Nie zobaczyłam za to ogrodu botanicznego na
dworcu Atocha, bo dworzec jest w remoncie, a ogród nieczynny. Podobno
szkoda.


Miałam też plany gastronomiczne. Szczególnie ważne było odwiedzenie latynoskich restauracji. Raz w porze obiadowej wybrałam się do kolumbijskiej. Wszystkie stoliki były zajęte albo zarezerwowane, można było usiąść przy barze. Nie umiałam się zdecydować, więc wybrałam coś, gdzie było neutralne mięso, a poza tym i arepa (spodziewałam się nieco innej), i patacón, czyli smażony rozgnieciony plantan. Dostałam porcję, jakbym miała przez cały dzień pracować w polu albo w kopalni. Przy bandeja paísa, którą zamówił chłopak siedzący obok, to i tak nic. A do tego wzięłam napój nazwany lemoniadą kokosową, który okazał się przepyszny. Innego dnia poszłam na tacos, do tego wzięłam jednego tamala, bo też mieli, i agua de jamaica, czyli napój z hibiskusa. Tym samym moje latynoskie potrzeby zostały chwilowo zaspokojone.
 |
| Zestaw kolumbijski |
 |
| Zestaw meksykański |
Z potrzeb bardziej hiszpańskich pogardziłam churros, ale na śniadanie chętnie jadłam kanapki z tortilla de patatas, którą uwielbiam i nad którą rozpływałam się w (niemym) zachwycie, albo z pomidorem i szynką serrano, która należy do tych nielicznych szynek, które uważam za godne zjedzenia. Musiałam też zaliczyć papas bravas i grillowane papryczki padrón - do takich dań, podawanych jako tapas, najlepiej byłoby być w towarzystwie i się podzielić, ale gorzej, gdyby ta druga osoba nie chciała, w Barcelonie sama jadłam ziemniaki... Do rzeczy do spróbowania dołączyła też kanapka z kalmarem - trochę mdła, musiałabym sprawdzić, jak ją podają w innych miejscach. Trzeba było jeszcze dać kolejną szansę tinto de verano (wino z lodem i napojem gazowanym) i tym razem mnie w pełni zadowoliło. O, i jeszcze empanadas i argentyńskiego alfajora musiałam sobie kupić. Tak że nie mogłabym być za krótko, bo musiałam koniecznie zdążyć zjeść i wypić to wszystko, a i na zestaw dnia pasowało mi czasem wejść :)


 |
| Kanapka z kalmarem i tinto de verano |
no i aż zgłodniałam! smaczna podróż! W ogóle to tak kusisz podróżniczo ostatnio, że to powinno być karalne! :):)
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Ja to po postu w czasie rozciągam, jeszcze nie skończyłam z Wietnamem :P
UsuńOpinie o hiszpańskiej kuchni są różne, ale ja jechałam z całym menu w głowie, no i obecność latynoskiej imigracji też musiałam wykorzystać :D
Obejrzałam sobie zdjęcia w powiększeniu, upału nie zazdroszczę, ale wszystko inne super!
OdpowiedzUsuńZbroja dla psa? niesamowite!
Obuwie i dobre samopoczucie, to kluczowa sprawa, bywało, że zdarzała mi się migrena, a tu żal siedzieć w hotelu...
Smakowanie to kolejny ważny aspekt, czasami można zapomnieć , gdzie się było dokładnie, ale smaki i zapachy zapamiętujemy, no i ciekawe spotkania!
Gratuluję realizacji marzenia!
Ten upał tylko w środku dnia (czyli w Hiszpanii w praktyce koło 14-15), rano trzeba było mieć coś na ręce. Po zimie nie narzekałam, ale faktycznie słońce chwilami przygrzewało mocno :)
UsuńOj tak, też mi się zdarzyła migrena z zawrotami głowy i wymiotami na wakacjach - chciałoby się korzystać i coś robić, a tu człowiek ledwo żyje...
Widzę, że podążałaś po moich sierpniowych śladach 😀. U mnie na wyjazdach śniadania zawsze na mieście, w Hiszpanii obowiązkowo tostadas z pomidorami i jamonem. Papryczki padrón uwielbiam i mogłabym jeść bez końca.
OdpowiedzUsuńSamej nie zdarza mi się podróżować często ale jak byłam teraz na Minorce i weszłam do restauracji to kelner podszedł do mnie i z marszu zapytał czy stolik dla dwóch osób. Radośnie oznajmiłam, że podróżuję sama, na co kelner mi zaklaskał 😀.
W Prado nie byłam i żałuję bo w sumie czas bym znalazła w któreś popołudnie. Ale może jeszcze trafi się okazja. Fanką Madrytu nie jestem bo miasto dla mnie za wielkie, przeraża mnie ten wieczny tłok ale na kilka dni jest spoko.
Na początku rzuciłam się na omlecik, ale z szynką też musiały być :)
UsuńRaz mi się zdarzyło wzbudzić zaskoczenie, że przyszłam sama do restauracji, dawno temu w Radomiu... Nie wiem, czy jak akurat sama jestem, to miała mi zostać żabka i kebab? ;) A w Madrycie sporo osób widziałam pojedynczo.
Życie jak w Madrycie, to zawsze brzmiało pociągająco:) I jak widać coś w tym jest, bo bardzo tam ładnie i kolorowo. Miałaś też super pogodę! Co do podróżowania samemu, ja bym się czuła nieswojo, zdecydowanie wolę razem:)
OdpowiedzUsuńObawiałam się, czy nie trafię na deszcze, bo prognozy różnie zapowiadały, ale było idealnie: z rana rześko, a popołudniami można było się wygrzać po zimie :)
UsuńDługo byłem przekonany, że Hiszpanie mają czerwoną skórę. :D No comments. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńCzerwona skóra to bardziej u turystów z północy, którzy nie zabezpieczą się przed słońcem :D
UsuńZbroja dla psa, wow! Jestem zachwycona! Zazdroszczę wycieczki! ♥️👏
OdpowiedzUsuńTakie pomysły, ciekawe, czy pies docenił gest ;)
UsuńZ wycieczki jestem bardzo zadowolona :)