Wietnamskie Zakopane, dach Indochin i tarasy ryżowe bez ryżu

Z tytułowym określeniem spotkałam się wobec miasta Sapa. I nie powiem, coś w tym jest: to turystyczna górska miejscowość, leżąca niedaleko granicy, bardzo popularna i chętnie odwiedzana przez gości z kraju i zagranicy, nadająca się na punkt wypadowy, za to sama w sobie mogąca być uważana za atrakcyjną, ale równie dobrze za przereklamowaną i sztuczną. Sporo knajpek i sklepów, główne ulice mocno uczęszczane, a niektóre rozświetlone do przesady, nawet jak na wietnamskie standardy. Na każdym kroku ktoś chce, żeby coś od niego kupić - w Sapie akurat panie ubrane w miejscowe stroje chcą sprzedać pamiątki. Okolica jest zamieszkana przez mniejszość etniczną. Co do języka się nie wypowiem, bo wietnamskiego nie znam, o regionalnych daniach czy muzyce też nic nie powiem - poza tym, że były pyszne placki z kasztanów. No ale ogólne wrażenie do Zakopanego pasuje. I okolica też oferująca atrakcyjne widoki - góry zawsze doceniam :)




A tu taka mozaika wzdłuż schodów

Jakby komuś jeszcze brakowało komercji, niedaleko jest wioska Cat Cat. My doszliśmy pieszo i to był całkiem przyjemny spacer, choć niestety wzdłuż drogi. O Cat Cat równiez zdania są podzielone. Wstęp jest płatny i oczywiście nie jest to autentyczna wioska. Idzie się wzdłuż sklepów z pamiątkami, są też miejsca specjalnie przygotowane pod robienie zdjęć, na przykład z ukwieconymi balkonikami, część z nich dodatkowo płatna. (W samej Sapie też znalazły się takie miejsca: kawiarnia, za wstęp do której się płaci i dostaje kupon na napój i gdzie jest kilka instalacji zdjęciowych. Nie jestem fanką, ale byłam i fotki mam.) Na europejską - polską również - kieszeń te opłaty są naprawdę drobne, więc to akurat nie przeszkadza, a z niektórych całkiem przyjemne widoki. Pod wodospadem zastaliśmy poubierane w ludowe stroje grupki ludzi, którzy ustawiali się do zdjęć albo nagrania. O ile się wie, czego się spodziewać, można te parę godzin poświęcić i się po Cat Cat przespacerować.

W drodze

Sesja albo nagrania przy wodospadzie

Widoki z okolicy niczego sobie

Skoro Zakopane, trzeba było wjechać kolejką linową na Kasprowy, to znaczy na Fansipan. Porównanie nie jest do końca adekwatne, bo Kasprowy nie jest najwyższym szczytem w swojej okolicy, a Fansipan owszem - co więcej, to najwyższy szczyt całego Półwyspu Indochińskiego. Ale też jest długa kolejka linowa i też kojarzy mi się z mgłą i chłodem. Fansipan ma nieco ponad 3100 m n.p.m., a szczyt jest zabudowany buddyjskimi konstrukcjami. Można również wejść, ale to długi trekking. Po wjeździe kolejką zostaje do pokonania jeszcze mnóstwo schodów - można je ominąć inną kolejką, ale to już byłaby przesada. Do dolnej stacji kolejki linowej dojeżdża pociąg z centrum miasta, który przez te kilka minut jazdy pokonuje malowniczą trasę, która również jest atrakcją. Kolega uparł się, żeby wyjść możliwie najwcześniej rano i okazało się to bardzo słusznym posunięciem: pojechaliśmy jednym z pierwszych kursów kolejki, dzięki czemu nie było jeszcze wielu ludzi, a dodatkowo załapaliśmy się na czyste niebieskie niebo. U góry zjedliśmy śniadanie - wybór, jak to w takich miejscach, był dość słaby i po zawyżonych cenach, ale z mojej zupy pho byłam zadowolona, całkiem pasuje taki rosołek na śniadanie. Potem kolega szybko wchodził na samą górę, nie wiedzieć, po co - my tego błędu nie popełniłyśmy, szłyśmy sobie powoli, oglądając widoki i robiąc liczne zdjęcia. Z czasem chmury zaczęły się podnosić i w drodze w dół wszystko wyglądało inaczej, a kolega ostatecznie musiał trochę na nas poczekać ;) Jeden z kierowców twierdził, że Wietnamczycy to właśnie bardzo lubią, kiedy na szczycie są chmury, bo one dodają klimatu i robią wrażenie, ale nas czyste niebo ucieszyło. Swoją drogą śnieg też się tam zdarza ;)

Dojazd do kolejki

Końcowa stacja pociągu

Okolice dolnej stacji 

Śniadanko










Zrobiłam sobie zdjęcia z flagą: tutaj flagę widać dobrze, a mnie prawie w ogóle :)

My w dresowych spodniach i bluzach, a Azjatki ubrane fotogenicznie


Celem wyjazdu do Sapy były również tarasy ryżowe. Co prawda ryż już dawno został zebrany (w Ninh Binh widzieliśmy jeszcze, jak się suszy - oni go często suszą tak po prostu na drodze) i tarasy straciły zieleń, ale i tak były piękne, choć to piękno to raczej z daleka, gdy widać schodki, z bliska to po prostu takie wilgotne pole ze sterczącymi badylami. Tarasy widać i z samej Sapy, i z kolejki na Fansipan, i z okolic Cat Cat, a można też - i warto - podjechać gdzieś obok. Można zrobić dłuższy trekking, ale zwykły spacerek też nie jest zły. Trochę kusiło, żeby podejść mocniej pod górę, ale ludzie schodzący w dół mieli tak ubłocone buty, że to nie zachęcało, często też szli w kaloszach i wielu z nich w małych grupkach z miejscowym przewodnikiem - przewodnik nie jest konieczny, ale jakieś przygotowanie by się jednak przydało. My na naszym spacerze też właściwie mieliśmy przewodnika, tylko że psa. Narzucił swoje usługi bez pytania, po prostu zaczął iść z nami - panie w miejscowych strojach, sprzedające pamiątki, też tak robią, że idą za turystami i zagadują. Powinien był się upomnieć o napiwek na koniec albo spróbować coś sprzedać, ale tego etapu jeszcze widać nie opanował. Po drodze próbował zapolować na kury, ale one umieją skutecznie uciekać, więc obyło się bez drastycznych scen. Spotkaliśmy też fascynującego kierowcę: miał takie pazury, jakie dotąd widziałam tylko w internecie i nie dowierzałam, że moga istnieć naprawdę - one miały dobre kilka centymetrów! Tylko dwa sobie zostawił krótkie, żeby móc obsługiwać smartfona. Ale prowadził świetnie, żadna droga nie była za wąska ani za trudna. Mam zdjęcia, ale nie publikuję, bo to jednak mocny widok ;)

Ryżu nie ma, tylko woda 





Bawół. Żadnego nie spotkaliśmy naprawdę z bliska, ale może to i lepiej :)

Postanowiliśmy też odwiedzić bambusowy las. Trzeba było wspiąć się mocno pod górę - wejść to jeszcze, ale schodzenia się troche obawiałam, bo byłoby słabo, gdyby zacząć się ślizgać, a do tego wydawało się, że zbiera się na deszcz. Wejście w sam las skończyło się rozciętą nogą u jednej osoby i wysypką u drugiej - na wysypkę i hasło "las bambusowy" pani w aptece od razu wiedziała, co to i dała lek. Nie zagłębialiśmy się mocno: po prostu las, tyle że z bambusów, w głębi wygląda podobnie, jak z brzegu, a jak widać bywa groźny :)

Dojeżdżając autobusem na miejsce zauważyliśmy, że okolica wygląda trochę inaczej niż to, co widzieliśmy dotąd. Skromniejsze domy, pranie wystawione na chodnikach. W mieście, a tym bardziej w okolicznych wioskach było widać sporo dzieci, kilkulatków, bez opieki dorosłych, zajmujących się samych sobą. Nieraz takie dziecko niosło młodsze rodzeństwo na plecach. Spotkaliśmy też wietnamską patologię. Na tarasie jednego z domów bawiła się dziewczynka. W pewnym momencie z domu zaczęły dobiegać dźwięki awantury i rzucanych przedmiotów, a po chwili dziewczynka wybuchnęła płaczem - najprzykrzejsza scena, jaką tam widziałam. Potem wytoczył się z domu pijany ojciec, trochę speszony świadkami i potępiającym spojrzeniem - ale co poza spojrzeniem można zrobić... Bezdomnych psów też tu jakby więcej, ale też miały więcej swobody niż w zatłoczonym mieście i nawet się z nimi trochę pobawiliśmy - z zasady nie zaczepiam obcych psów, ale takie młode sympatyczne to aż się prosiły.

Tu obiecująca wersja widoków z trasy

...a tu jeszcze bardziej


Komentarze

  1. Komercja na każdym kroku, ale ilu ludzi ma utrzymanie! jeśli opłaty symboliczne, to do przeżycia, jako lokalny koloryt. Rosołku na śniadanie jeszcze nie jadłam...
    Widoki niesamowite, no i kolejka całkiem całkiem!
    Egzotyka na maksa - wyprawa marzenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zupełnie się nie dziwię, że ludzie chcą zarabiać. Cat Cat nie było jakoś wybitnie interesujące, bardziej podobał mi się spacer po zwykłej wsi, ale nie żałuję, byłam przygotowana. W tych wioskach i tak wszędzie wszycy są nastawieni na turystów, co też jest zrozumiałe.
      Bilet na kolejkę był dość drogi, jakieś 150 zł, ale to akurat obsługuje duża spółka.
      Mnie się całkiem spodobało jedzenie zupy na śniadanie, pod warunkiem, że nie jest za ciężka i że ma się ochotę na coś w tym rodzaju.

      Usuń
  2. Dziękuję za piękną relację - byłem na wycieczce w Wietnamie i bardzo dobrze ją wspominam, ale do Sapa nie dojechałem.
    Zasmuciła mnie wzmianka o nachalności ludzi próbujących zarobić parę groszy. Niestety taka jet rzeczywistość w ubogich krajach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę to męczące i wzbudza wyrzuty sumienia, kiedy się tak ciągle odmawia, a trudno też kupić coś u każdego czy w ogóle kupować na siłę. Ale jest zrozumiałe: każdy chce zarobić, a jak będą nachalni, to w końcu ktoś się skusi.

      Usuń
  3. Zobaczyłam tę kolejkę i już mi słabo! :)
    Góry super, widoki piękne, a komercja? staram się unikać jak mogę....
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kolejki na Kasprowy dawno temu się bałam, ale tej nie. Może już dorosłam do kolejek, bo te strome wjazdy w chmury robią wrażenie.
      Najciekawszy byłby trekking z noclegiem gdzieś w tych wioskach, ale na to nie byłam gotowa :)
      Niestety mam wrażenie, że w Wietnamie (i zresztą nie tylko, bo w ogóle w tym regionie) trochę nie docenia się surowej przyrody, a przynajmniej nie w taki sposób, żeby udostępniać takie nietknięte trasy. Z drugiej strony u nas też widok na góry potrafi być pozasłaniany przez billboardy czy buduje się wielkie hotele tuż przy plaży...

      Usuń
  4. Dojazd do kolejki wygląda jak z jakiejś baśni.. W ogóle widoki tam miałaś niesamowite. Do kolejek i ja chyba dorosłam, ale coś ostatnio mój błędnik się przed nimi buntuje. Także ile się da to w górę na nogach. Choć przy tych wysokościach, chyba niewiele by się dało;) Na pola ryżowe, z ryżem czy bez chętnie bym się wybrała. Odwiedzasz tak niesamowite i dalekie rejony, że mogę tylko o nich pomarzyć.. Albo pooglądać u Ciebie. Ale Zakopane niech na razie nasze zaliczymy, o wietnamskim nadal sobie marzyć będę;) (p.s. dopiero jak wejdę przez laptopa mogę dodawać komentarze, z telefonu nie idzie.. mam z tym duży kłopot i stąd moje opóźnienie..)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sobie sprawdziłam z ciekawości zorganizowane trekkingi na górę i są też jednodniowe, nie wiem tylko, skąd startują, bo od kolejki to mi się wydaje kawał drogi...
      Na zdjęciach widziałam bardziej imponujące zdjęcia tarasów ryżowych, najlepsze chyba z Indonezji, a w Wietnamie podobno zwykle fotografuje się nieco inny rejon, ale moje też doceniłam :)
      Nasze Zakopane inne, ale na widoki też nie można narzekać :)
      Tak myślałam, ze masz nadal problem, ale nie mam pomysłu :/ Sprawdzałam różne przeglądarki na telefonie i nie udało mi się tego odtworzyć. Jedno, co mi jeszcze przyszło do głowy, to wyczyszczenie cache w przeglądarce dla tej strony, ale czy to coś pomoże to nie wiem.

      Usuń

Prześlij komentarz