O zimie, Czechach, stałości w uczuciach i kulinarnych inspiracjach
Nie lubię zimy. Mogę uznać, że w naszym klimacie jest potrzebna, ale nie lubię. Dawno nie było takiej z prawdziwego zdarzenia, z większymi mrozami i śniegiem, który natychmiast nie stopniał. Śnieg to nawet doceniam, przynajmniej jest ładnie i światło się odbija, z mrozami gorzej, choć wolę już mróz niż wszechobecną szarość. W mojej okolicy zima w ostatnim czasie przystopowała i zrobiło się wręcz wiosennie, tyle że błotniście i brudno, teraz nastąpił powrót. Podobno nie ma złej pogody, tylko złe ubrania, ale skąd mam wziąć rękawiczki, w których po dłuższym pobycie na dworze nie będą bolały opuszki? W jakich rękawiczkach prowadzić auto? A na twarz przydałaby się kominiarka... Nie zapominajmy, że nie można się ruszać z domu bez chusteczek, bo na zimnie stale cieknie z nosa, po wejściu do pomieszczenia zresztą też. I trzeba się grubo ubierać zanim się wyjdzie, za tym też nie przepadam. W domu grzałam mocniej niż zwykle, a i tak było mi wiecznie chłodno. Najgorzej w ubikacji, bo mam ją osobno z łazienką, więc małe to i nieogrzewane, a wentylacja działa tak dobrze, że potrafi mi tam hulać wiatr. W pracy pilnujemy, żeby zamykać drzwi i żeby ciepło nie uciekało i o dziwo jest znośnie, bywało gorzej. Dodatkowo im jestem starsza, tym bardziej działam na baterie słoneczne. No to sobie pomarudziłam :)
Pewnego dnia musiałam wybrać się służbowo do Czech. Na krótko, jeden nocleg. Swoją drogą dawno nie spałam w tak czystym hotelu ;) Miłym zaskoczeniem było też całkiem dobre jedzenie w hotelowej restauracji - moje trochę przesolone, ale towarzystwo było zadowolone. Śniadanie dla mnie średnie, bo dodali kiełbasy do jajecznicy i nie mogłam jej zjeść, ale oni tam mają dobre śmietankowe jogurty, więc mogę to potraktować jako rekompensatę. Restauracja była pustawa, większość gości wyglądało na mieszkańców miejscowości, którzy przyszli na piwo. W jednej z recenzji ktoś im kiedyś napisał, że mieli otwarte, a zdziwili się, że ktoś przyszedł ;) Rano czekała niespodzianka: niedaleko znajdował się jakiś zakład, z którego komina wydobywały się duże ilości pary i ogólnie było wilgotno, temperatura ujemna, tak więc samochód przez noc pokrył się twardą, kilkumilimetrową lodową glazurą. Kiedy lód już trochę odtajał, można było otworzyć okna i zostawała druga szyba, lodowa, którą wystarczyło rozbić.
Zaskakuje mnie, że czeski i słowacki nie są aż tak podobne, jak mi się wydawało. Wiedziałam, że czeski jest dla Polaka trudniejszy, ale i tak zdziwiłam się, że czytam menu i nie rozumiem - na Słowacji bym zrozumiała. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, kiedy kolega poprosił o vyprážaný syr, a pani nie zrozumiała (bo u nich on się nazywa smažený)... Jak oni żyli w jednym kraju? To wyglądało trochę jak w tym żarcie niżej:
Wymieniłam w końcu telefon. Prawie 6 lat dla modelu, który nie był flagowcem, to zupełnie niezły wynik. Przerzucenie się na nowy model zajęło mi ponad tydzień - co prawda większość danych można łatwo przenieść, ale tu się trzeba zalogować, to i tamto aktywować i się zbiera, w międzyczasie okazuje się, że nie zapisało się jakiegoś hasła. Nie wiem, jak ludzie mogą często wymieniać sprzęt z własnej woli.
Tapetę mam taką samą, jak w poprzednim. I jak w jeszcze poprzednim. Kiedy kupiłam sobie pierwszego smartfona, wybrałam tapetę, która chyba zostanie ze mną na resztę życia :) Tapetę na komputerze służbowym też mam jedyną słuszną i po reinstalacji systemu musiałam ją sobie ustawić, żeby czuć, że to mój. Testowałam kilka, aż w końcu wybrałam ideał, którego szkoda nie zachować.
Moja azjatycka wycieczka pozostawiła kilka pytań i inspiracji. Najważniejsze: jak oni to robią, że ryż jest u nich smaczniejszy? Nawet w samolotowych posiłkach u Air China ten ryż był pyszny, również podczas lotu, który startował z Europy. Trafiłam na porady dotyczące gotowania ryżu, między innymi autorstwa pewnego Polaka o częściowo wietnamskich korzeniach. Pokazywał, że u niego w domu zawsze kupowało się konkretną markę ryżu jaśminowego z Tajlandii. Po krótkiej analizie tematu w internecie uznałam, że są też inne marki tajlandzkie i kambodżańskie, które się nadadzą, więc muszę kupić i testować. Jak nie wyjdzie, pozostanie mi zrzucić winę na brak ryżowaru, bo jego użycie było ważnym zaleceniem.
Muszę też spróbować zrobić ryż smażony z jajkiem, ale chcę dokładnie taki, jaki jadłam w jednym miejscu. Klejący. Zwykle widzę przepisy na bardziej sypki, a nie o to mi chodzi.
![]() |
| Takiego smażonego ryżu potrzebuję! Jeszcze widok poproszę :) |
Spróbowałam zrobić sajgonki, takie niesmażone, po prostu warzywa i kawałki ryby zawinięte w papier ryżowy. Muszę jeszcze poćwiczyć, bo za dużo było u mnie własnej inwencji w kwestii nadzienia, wyszły koślawe, a podczas maczania w sosie wypadała zawartość. Papier ryżowy z Lidla to też nie do końca to, czego oczekiwałam i nie zachowuje się dokładnie tak, jak powinien.
Jedynym daniem, które jak dotąd udało mi się odtworzyć, był pad thai z dodatkiem gotowej pasty. A odtworzyłam go tak wiernie smakowo, że podczas jedzenia przeniosłam się myślami do plastikowego stolika na jednym z nocnych targów w tajlandzkim mieście Rayong, tylko tamten pad thai miał mieszankę owoców morza, a mój same krewetki i dodatkowo tofu. Szkoda tylko, że odtworzyłam akurat ten, który był za słodki i przez to średnio mi smakował...



Mnie wykurzają ciągłe zmiany , mróz, odwilż, mróz, odwilż, a głowa boli bez przerwy!
OdpowiedzUsuńMnie tez dziwi, że niby języki podobne, a jednak nie. Zwiedzaliśmy kiedyś bunkier w Czechach, dobrze że wzięliśmy folder po polsku, bo przewodnika nie zrozumiałam...
Zmian telefonu nie lubię, nawet do nowych dzwonków trudno przywyknąć!
Podobno tam jest zupełnie inna odmiana ryżu, do Europy przysyłają gorszy...
Dań azjatyckich nawet nie próbuję robić, wolę zamawiać w lokalach, nawet tych wszystkich składników nie mam, głowa mała...
Zmian też nie lubię, nie da się przyzwyczaić do nowych warunków, kiedy co kilka dni jest inaczej.
UsuńDzwonków w telefonie nie zmieniam, zostawiam stare :)
Za bardziej złożone dania nie zamierzam się zabierać, ale niektóre wydają się osiągalne. Bardzo możliwe, że tak jest z tym ryżem, dlatego chcę jakieś marki azjatyckie. Tylko że to i tak będzie wersja na eksport... No i oni tam jednak je obecnie w ryżowarach gotują, a nawet nazywają ten ryż "parowanym", a nie "gotowanym".
Oho, ja też nie lubię zimy, mimo że ja, tata, siostra i brat to zimorodki obchodzące w zimie urodziny.
OdpowiedzUsuńAle jak ja nie cierpię wychodzić w takiej zimie na zewnątrz! Już w dzień człapię jak pingwin drobnymi kroczkami by się nie wywrócić a co dopiero gdy jest ciemno! Strach się bać
Pozdrawiam serdecznie
Mnie na szczęście omija konieczność chodzenia po śliskim, jednak na wszelki wypadek na przyszły rok pomyślę o nakładkach ma buty. Ale raz się tej zimy przewróciłam, nie przewidziałam, że stracę równowagę...
UsuńA mnie się ta zima podoba, dawno oj dawno takiej nie było. Gotować po azjatycku też nie umiem. Uściski ♥️
OdpowiedzUsuńDobrze wiedzieć, że komuś przynosi radość. To prawda, że to pewna odmiana, mnie jest trudno sobie wyobrazić, żeby miały być zimy jak dawniej :D
UsuńTeż nie lubię zimy. Już z utęsknieniem czekam na wiosnę :)
OdpowiedzUsuńCoraz bliżej :)
Usuńja tam lubię zimę :) chociaż teraz te roztopy to masakra... Mam wrażenie, że na Pomorzu mieliśmy zimę stulecia, i nawet góry nam zazdrościły śniegu ;) Ale w najbliższe dni nie zamierzam patrzeć za okno:)
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
W tym roku na odwrót, zwykle u was śniegu było mniej :)
UsuńRoztopy są brzydkie, wszystko brudne od błota, ale jednak spaceruje mi się przyjemniej. Przynajmniej po ciemku :D
Mam tak samo jak Ty - nie lubię zimy i zimna. Czekam na wiosnę i ciepełko . I na lato :)
OdpowiedzUsuńNigdy się nie zastanawiałam nad tym słowackim i czeskim bliżej - ale faktycznie jednak się nieco różnią :-)
Co do ryżu to odkąd mam ryżowar to przyznaję, że widać różnicę :-) Super, że próbujesz sama zrobić te wszystkie rzeczy, których smaki gdzieś tam w Tobie pozostały. Jestem ciekawa jak ja odbiorę Tajlandię :-) Cieplutko pozdrawiam
Czyli jednak ryżowar może się przydać... Na razie postanowiłam wypróbować inny ryż.
UsuńZ takich smaków ostatnio zrobiłam zielone curry i byłam zadowolona, ale tutaj to niewielka filozofia, bo pasta wszystko załatwia - ja miałam kupioną jeszcze w Bangkoku, znalazłam jakąś o przyzwoitym składzie :)
Moja koleżanka ma męża Azjatę i u nich ryżowar chodzi niemal non stop a ryż wychodzi przekozacki. Nie wiem jak osiągnąć taki pyszni ryż w inny sposób 😀.
OdpowiedzUsuńKiedyś pracowałam ze Słowakami i jeśli chodzi o język to rozumiałam ich lepiej niż Czechów, i to działało w obie strony.
Mróz jest zdecydowanie lepszy niż plucha i błoto. Z mrozem jakoś sobie radziłam a kiedy na chwilę się ociepliło i zaczął padać deszcz to zmarzłam tak jak mi się przez całą zimę nie zdarzyło.
Czyli w poszukiwaniu idealnego ryżu musiałabym się w ryżowar zaopatrzyć :)
UsuńKiedy jest mokro, faktycznie można zmarznąć bardziej, niż gdy jest mroźno, ale sucho... I do tego wszystko ubłocone.