Hanoi

Hanoi było pierwszym i najdłuższym przystankiem w Wietnamie. Jest to duże miasto, głośne, chaotyczne i w wielu miejscach nie najczystsze, ale je polubiłam. Zdarza się, że władze próbują nieco ograniczać chaos, na przykład kontrolować ruch drogowy czy przywracać chodnikom możliwość bycia użytkowanymi przez pieszych - zasadność tych działań nie mnie oceniać (jak dla mnie to by mogli śmietniki poustawiać ;)). Jak na stolicę przystało, są tu oczywiście budynki banków, instytucji rządowych i ambasad. Są budynki nowoczesne, są wieżowce (niektóre takie zwykłe mieszkalne obramowano światełkami, bo światełek nigdy za wiele) i są wąziutkie tunelowe domy (po wietnamsku nhà ống). Chcieliśmy mieć wszędzie blisko, więc na nocleg zdecydowaliśmy się wśród ulic starej dzielnicy, gęsto udekorowanych światełkami i chorągiewkami i pełnych sklepików i lokali, blisko jeziora Hoan Kiem. Pokój dostarczał... ekhm... ciekawych wrażeń, standard był najsłabszy z całego wyjazdu, ale byłam pod wrażeniem swojej tolerancji i mimo wszystko bardzo cieszyłam się, że tam jestem. Planuję osobny wpis o doświadczeniach noclegowych i taksówkach ;) Już samo wejście pozwalało doświadczyć uroków wspomnianych wąskich budynków: z chodnika wchodziło się w wąski korytarz, potem była jedna klatka schodowa, potem restauracja, potem nasza klatka, a za nią jeszcze należąca do restauracji kuchnia. 



Upamiętnienie oporu przeciw Francji w 1946 roku

Czekając na pierwszy obiad


Pho dobre na każdą porę

Przy mini stoliczkach

Czas ruszać dalej

Atrakcją, której w żadnym wypadku nie mogłabym odpuścić, była wizyta na tak zwanej train street. Wzdłuż odcinka torów działają jedna przy drugiej kawiarnie, porozstawiane są stoliczki, porozwieszane dekoracje i chorągiewki. Ludzie siedzą przy małych stolikach i kiedy przejeżdża pociąg, wszyscy się cieszą, filmują i robią zdjęcia. Brzmi głupio i jednocześnie brzmi jak atrakcja stworzona dla mnie :) Personel kawiarni zna rozkład jazdy i pilnuje, żeby chwilę przed pojawieniem się pociągu poodsuwać stoliki i żeby ludzie trzymali odpowiedni dystans od torów, bo zdarzało się, że pociąg potrącił któryś ze stolików. Co jakiś czas władze zabierają się za wprowadzanie ograniczeń, widziałam nawet informację, że pociągi mają przestać tamtędy jeździć, ale dopóki miejsce będzie istnieć, będzie zaliczane w poczet pożądanych. Kawa i herbata, jak można było się spodziewać, bez szału, pociąg trafił się powolny i po fakcie stwierdziłam, że trzeba było jednak usiąść w innym miejscu, ale doświadczenie z radością zaliczyłam. Innego dnia mogliśmy oglądać ulicę z perspektywy pasażerów :)


 
Wow, pociąg!

I odjechał

Z bardziej standardowych miejsc do odwiedzenia mamy na przykład pagody, jak najstarsza Trấn Quốc, położona na jeziorze.


Na dziedzieńcu Trấn Quốc zafascynowały mnie wychowawcze treści na tablicach ilustrujących, jak działa prawo karmy.


Ups...

A ta przestroga dobra!

Odrobina propaństwowej propagandy

Niedaleko była też inna, mała pagoda, tak samo otoczona wodą, z wejściem przez mostek.

 

Chcieliśmy napić się kawy w jakimś skromnym miejscu i w okolicach pagody znaleźliśmy niepozorny lokal u miłych państwa, gdzie wzięliśmy po prostu kawy z ekspresu. Kawy bardzo dobre, siedzieliśmy na małych krzesełkach na chodniku, na tamtej ulicy akurat nie było wielkiego ruchu - tak właśnie miało być. Właściciel wyszedł i usiadł po drugiej stronie od drzwi, obok kilku znajomych, po czym zapalił sobie dziwną fajkę wodną, którą wygląda jak wielka drewniana tuba i wyjaśnił, że to służy do palenia tytoniu. Widzieliśmy to już wcześniej, ale nie byliśmy pewni, co to jest. 

Niedaleko stoi pałac prezydencki - jest pozostałością po czasach francuskich i jest naturalnie odpowiednio monumentalny, otoczony dużym ogrodem. Odpowiednio monumentalne jest też mauzoleum Ho Chi Minha. Mauzoleum służy bardziej dla oddania hołdu przywódcy, ale myślałam, że gdyby nie było kolejki, z ciekawości bym weszła - jednak akurat była przerwa, więc sobie darowałam. Gdzieś czytałam, że Ho Chi Minh życzył sobie, żeby go skremować i rozsypać prochy, ale co tam wola zmarłego... Wokół mauzoleum też jest spory ogród, a raczej plac. A na placu ludzie w wietnamskich czapkach siedząc w kucki plewili trawnik, jak przeklejeni z pola ryżowego. Inni kosili trawę z dwóch centymetrów na półtora. Tak więc ogród dostaje aż nadmiar troski.

 

Odwiedziliśmy też Świątynię Literatury, gdzie od XI wieku (!) kształcono urzędników państwowych zgodnie z zasadami konfucjanizmu. Ważny zabytek i również miejsce godne zobaczenia: kilka symetrycznie zaprojektowanych dziedzińców z pawilonami, położone w środku miasta, ale odgrodzone od niego murem i zielenią. Stoją tam też tablice upamiętniające absolwentów, umieszczone na żółwiach - ogólnie symbol żółwia często się przewija.




Katolickie kościoły też się w Wietnamie znajdą.

Katedra św. Józefa

Zwykłe kursowanie po mieście zawsze dostarcza materiału do obserwacji. W środku dnia, w godzinach przedpołudniowych, wielu ubranych biurowo ludzi siedziało sobie na niziutkich stołeczkach na chodniku z kawką, czasami czymś do przekąszenia i - co się będziemy oszukiwać - zazwyczaj również ekranem przed oczami (jeśli wydaje się, że u nas ludzie są przyklejeni do smartfonów, to w tamtym regionie świata udowadniają, że można być przyklejonym jeszcze bardziej). W innym miejscu można było spotkać mobilnych chodnikowych fryzjerów czy ludzi drzemiących na skuterach w taki sposób, że leży się na siedzeniu i trzyma nogi na kierownicy - ja bym się bała, że spadnę, jak tylko spróbuję się tak położyć.  

Jednego wieczoru wybraliśmy się do teatru lalek na wodzie. Spektakl przedstawiał historię i kulturę Wietnamu i był całkiem ciekawy, głównie z powodu oryginalnej techniki, bo faktycznie scena jest pokryta wodą. Tłem przedstawienia jest muzyka na żywo, muzycy stoją po obu stronach sceny. Padają też słowne komentarze, ale tylko po wietnamsku, więc trzeba było polegać na tym, co przekazywał kolega, który jako jedyny wziął audioprzewodnik (jakoś tak wyszło). Wyjaśnienia były podobno dość lakoniczne, ale na przykład można było się dowiedzieć, że jakaś scena przedstawia symbole Wietnamu, a inna zakończenie nauki we wspomnianej Świątyni Literatury. Idealnie byłoby mieć miejsca niżej, bliżej sceny, żeby lepiej widzieć, tylko te najlepsze najszybciej się rozchodzą.

Komentarze

  1. Ten handel i kawiarnie przy torach widziałam w jakimś filmie, pewien Francuz podróżuje pociągami i pokazuje rozmaite ciekawostki z różnych krajów.
    Podobają mi się tamtejsze posiłki, miseczki, talerzyki, mnóstwo smaków!
    Takie tablice z zasadami zachowania w miejscach publicznych, to i u nas by się zdały, bo niektórzy chyba zapominają, że obok ktoś tez ma prawo do spokoju, własnej przestrzeni i czystości.
    Teatr na wodzie to faktycznie atrakcja, ale podobno sztuka tamtego regionu dla Europejczyka jest mało zrozumiała, a jak twoje odczucia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że mnie też brakuje wiedzy, żeby rozumieć lepiej.
      Spektakl na wodzie to były głównie różne scenki, więc niby proste, ale za daleko siedziałam i za słabo widziałam - pamiętam, że na przykład w jednej scenie byliśmy przekonani, że jest przedstawione zupełnie inne zwierzę niż było w rzeczywistości i o co innego chodzi. Kiedy się nie rozumie po wietnamsku i nie weźmie audioprzewodnika, też jest słabiej.
      Jeśli chodzi o posiłki, dużo dań wymaga, żeby samemu sobie je wykończyć: doprawić, nałożyć do miseczki, pozawijać produkty w papier ryżowy. Z tych tutaj te uliczne mi nie podeszły, za bardzo zaczęłam analizować, co jest w środku ;)

      Usuń
  2. Byłem na bardzo udanej wycieczce w Wietnamie więc Twoje relacje są mi bardzo miłe.
    Na dodatek nie odwiedziłem restauracji na torach kolejowych - zazdroszczę takiego doświadczenia.
    Kościół katolicki - jest ich w Wietnamie sporo, w Sajgonie (Ho Shi Minh) jest nawet katedra Notre Dame.
    W Australii, w kilku parafiach katolickich dominują Wietnamczycy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Twoje relacje, bardzo ciekawe :)
      Notre Dame w Sajgonie widziałam, ale cała była w rusztowaniach... Ale duża ilość wietnamskich katolików w Australii mnie trochę zaskoczyła.

      Usuń
  3. Wspaniale opisałaś swoje wrażenia z Hanoi. Nie byłam w tym mieście, ale syn opowiadał mi wiele i zrobił sobie zdjęcie właśnie na tych torach.
    Generalnie Wietnam to bardzo ciekawy kraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uważam, że bardzo ciekawy.
      Twój syn był chyba wszędzie, więc nie dziwi mnie, że i zdjęcie na tych torach ma :)

      Usuń
  4. Bardzo podoba mi się relacja z wycieczki, chociaż te miejsca nei kojarzą mi sie zbyt dobrze, bo był tam lubiany przeze mnie facet ze znienawidzoną przeze mnie dziewczyną. Ale wydaje mi się, że dzięki Twoim relacjom, zaczynam te miejsca kojarzyć z Twoim blogiem, zamiast z nimi. To miła odmiana. Fajnie, że wyjazd Ci się udał i jest z niego tyle pamiątkowych zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze sporo relacji mi zostalo do spamowania, więc może złe skojarzenia z Wietnamem trochę zatrę :)
      Zdjęć mam dzikie ilości, jeszcze tego nie posegregowałam... ;)

      Usuń
  5. Restauracja na torach, wow! Choć nie wiem czy do końca komfortowo czułabym się w takim miejscu 😉. Uściski ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było moje marzenie :D
      Pociągi jeżdżą rzadko i wszyscy wiedzą, kiedy, a personel zwraca uwagę, żeby zachowywać odległości, nie chcą mieć kłopotów, gdyby coś się stało. Jak teraz o tym myślę, to musi być trochę stresujące dla maszynisty.

      Usuń
  6. Wow, ale bogata relacja! Czuć, że naprawdę chłonęłaś każdy zakątek miasta – od wąskich domów i światełek starej dzielnicy, przez train street, aż po pagody i Świątynię Literatury. Uwielbiam takie szczegóły jak mini-stołeczki na chodniku czy chodnikowi fryzjerzy – dzięki nim miasto ożywa w oczach czytelnika. Też mam wrażenie, że Hanoi jest pełne kontrastów: hałas i chaos, a jednocześnie spokój w pagodach i na dziedzińcach. Super, że udało Ci się spróbować lokalnej kawy i poczuć atmosferę miasta „od środka”. Relacja aż zachęca do odwiedzin! 🌏☕🚶‍♀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się rozpisałam, szkoda było coś pominąć :)

      Usuń
  7. Czytałam o tej restauracji na torach! nie trzeba przypraw w takich okolicznościach przyrody, dawka niepewności jest!
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo jest to mniej emocjonujące niż się wydawało, ale trzeba przyznać, że pociąg przejeżdża blisko.
      Ale herbata imbirowa ani kawa nie były rewelacyjne ;)

      Usuń

Prześlij komentarz