Przedświątecznie

Liczyłam na to, że trzytygodniowy urlop pomoże mi zmienić niektóre rutyny na lepsze. W końcu była i zmiana lokalizacji, i nowe przeżycia, i inny tryb życia w trakcie. Jak to na wakacjach, wstawałam bez oporu i bez zwlekania, czy to o ósmej, czy o szóstej - w domu jest z tym gorzej, przy pracy bez sztywno wyznaczonych godzin trudno mi się zmotywować, a kiedy te godziny były sztywniejsze, codziennie rano byłam zmęczona i zła. Również jak to po wakacjach, mimo nieodmawiania sobie niczego, waga po powrocie pokazała ze 2 kg mniej. Ale z planów nici, natychmiast wróciłam na dawne tory. Rozczarowujące. Kilka dni zajęło mi odsypianie podróży (w dzień powrotu nie poszłam spać dostatecznie wcześnie - ten powrót na dawne tory był wręcz natychmiastowy - a kolejnego szłam już do pracy, bo szkoda resztki urlopu), po czym doszłam do siebie i wróciłam do standardowego stanu jesienno-zimowego przymulenia. Najchętniej zapadłabym w sen zimowy. Moje kambodżańskie przeziębienie zostawiłam w Kambodży, ale katar jeszcze przez jakiś czas ze mną został i regularnie straszy powrotem, jak to zimniejszą porą.

Odwiedziłam katowicki jarmark. Wiem, że niedaleko jest też w Bytomiu, no i o Nikiszowcu co roku myślę, a jeszcze nigdy się nie wybrałam. Na katowicki rynek pojechałam na trochę, żeby wypić grzane wino i pospacerować po samym jarmaku i po mieście. Bez śniegu, ale przynajmniej nie zmarzłam i nie przemokłam, jak to bywało. Sprawdziłam też, że grzane wino w lokalu kosztuje 3/4 ceny jarmarkowej, bez konieczności stania w kolejce, szukania miejsca przy zaimprowizowanych stolikach i marznących dłoni, ale też bez tego jarmarkowego klimatu.


A ponieważ Wietnam ciągle siedzi u mnie w głowie, jeszcze wietnamska choinka. W tle widać króliczka trzymającego dynię ;)

 W domu choinki nie mam, nie licząc miniaturowej kupionej kiedyś w Ikei. Mam tylko kilka gałęzi w wazonie, a na nich lampki. Jeszcze coś świątecznego porozwieszam. Okna niepomyte - miałam zamiar zabrać się za jedno, które zostawiłam na grudzień, ale na zewnątrz jest tak mgliście i brudno, że może poczekać. Przez chwilę rozważałam lampki na balkon, ale zrezygnowałam po uświadomieniu sobie, że trzeba by przeciągać kabel zasilający przez drzwi balkonowe, i to przez dwoje drzwi, i uznałam, że jednak nie mam ochoty. Marudziłam na zwyczaj prezentów, bo w dzisiejszych czasach jest trochę na siłę i to kłopotliwe szukać dla innych, a jeszcze bardziej wymyślać, co by się chciało dla siebie. Ale zamówione i dostarczone z odpowiednim wyprzedzeniem, nawet trochę za dużym, bo gdybym jeden dzień poczekała, trafiłabym na lepsze ceny. Wszyscy się śmieją ze skarpet na święta, tymczasem u mnie w rodzinie jest to prezent bardzo pożądany, przynajmniej w moim pokoleniu, tylko niektórzy, ze mną na czele, mają do tych skarpet jeszcze listę wymagań ;) W tym roku nie będzie takich pierników, jak zawsze, ale mimo tego przypadła mi partia do pomalowania i to jest całkiem przyjemne, podobnie zresztą jak dekorowanie, tylko zabieram się też zawsze bez wielkiego entuzjazmu. Z jednej strony lubię te święta i rytuały, które się z nimi wiążą, brakowałoby mi tego (poza łamaniem się opłatkiem i może prezentami, tutaj by się obeszło), ale z drugiej... jakoś ich specjalnie nie czuję.

W każdym razie... Wesołych Świąt dla wszystkich i niech będą takie, jak oczekujecie. 

Komentarze

  1. Winko w lokalu też ma swój urok, bo i lokale klimat swój mają, kiedyś byliśmy w Poznaniu tuz przed Wigilią i pięknie było. Duże różnice czasu bywają kłopotliwe, syn znajomych wracał po roku z Kanady i ciężko mu było przywyknąć.
    Po wakacjach all inclusive to wole się nie ważyć, zresztą starą wagę wyrzuciłam, a nowej jeszcze nie mam.
    Skarpety, w dodatku oryginalne to dobry prezent, czasami kupujemy na święta właśnie:-)
    Dobrego roku i ciekawych wypraw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy powrotach z zachodu na wschód jest gorzej... U mnie to nawet nie różnica czasu, a zwykłe zmęczenie podróżą.
      Ja po wakacjach często ważę mniej, nawet po all inclusive się zdarzyło ;) Teraz też mnie to ciekawiło, choć się nie spodziewałam :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. A ja poświątecznie, ale z okazji długiego wolnego dużo spokoju!
    https://i.pinimg.com/1200x/16/4b/c8/164bc865cfbb2391587ce8fae73f240d.jpg

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wyprawa:)
    Szczęśliwego Nowego Roku:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bardzo lubię klimat Świąt, tych wszystkich kiczowatych ozdóbek. Bardzo lubię żywe choinki i ich zapach. Święta kojarzą mi się z dzieciństwem , rodziną i spokojem.
    Korzystając z okazji życzę Ci szczęśliwego Nowego Roku 2026 pełnego pięknych wspomnień i podróży

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie :)
      Świąteczne dekoracje mogą, a nawet powinny być trochę kiczowate :D

      Usuń

Prześlij komentarz