O planowaniu, nadgoliwości i decyzjach
W pracy mam najczęściej dwa stany: albo za dużo na głowie, albo za mało. Teraz przyszła pora na za mało. Nie lubię tego, ale że za nie tak długo wybieram się na długi urlop, ma to swoje zalety, przynajmniej nie będę zostawiać niczego większego rozgrzebanego - chyba że klient akurat wtedy postanowi rozgrzebać ;) Oczywiście jeśli miała pojawić się konieczność wizyty w jednym miejscu, której data została ustalona odgórnie, musiał to być akurat ten sam dzień, w którym mam umówione badanie nie do przełożenia. Mam trochę planów w najbliższym czasie i wszystkie można przełożyć, nawet fryzjera, choć to kłopot, a tego jednego nie.
W związku z urlopem trzeba było nieco rozplanować - planowanie jest wspólne, zespołowe, ale jakiś swój wkład pasowałoby włożyć, no i każdy ma swoje wyobrażenia i oczekiwania. Lubię spontanicznie, ale mieć już z góry poukładane i nie musieć szukać dopiero na miejscu też fajnie, więc mogę się w tej kwestii dostosować, no i pewne rzeczy sama zawsze lubię wiedzieć wcześniej. Okazuje się, że jeden z towarzyszy podróży ma te oczekiwania nieco inne i zaczynam rozumieć, dlaczego uważał taki wyjazd za trudniejszy niż widzi to reszta towarzystwa. Wcześniej w ogóle o tym nie pomyślałam, a moje tegoroczne doświadczenie spędzenia urlopu w towarzystwie chłopaków, których tak naprawdę nie znałam, było bardzo pozytywne i jakoś tak wszystko wychodziło naturalnie, decyzje były podejmowane bez większych dyskusji.
Czytam recenzje hoteli i jak zawsze niektóre są zadziwiające. Recenzje mówią więcej niż sama ocena, bo pomagają ocenić jej zasadność, na przykład kiedy widzę, że jedna gwiazdka była za to, że restauracja jest nieczynna (obejdę się) albo za lokalizację, którą oceniam niezależnie i która dla mnie ma też plusy. Pochodzenie autora też czasami trochę mówi. Czasami to, co ktoś ocenia negatywnie, dla mnie jest pozytywem, jak na przykład fakt, że obsługa nie pozwoliła grać w bilard w nocy. Tym razem najbardziej zadziwiło mnie, że azjatycki gość dał hotelowi słabą ocenę, ponieważ obsługa nigdy NIE WSTAJE, żeby powitać przybywających i ogólnie jest za mało proaktywna. Nawet nie potrafię sobie przypomnieć, co zazwyczaj robią ludzie na recepcji, ale nie kojarzę, żeby powszechnie rzucali się z powitaniem, więc ten brak ukłonów i czerwonego dywanu raczej nie zepsuje mi pobytu.
Przekonałam się po raz kolejny, że nadgorliwość nie popłaca, tylko że tym razem na szczęście nie byłam nadgorliwa. Zarządzono wymianę wodomierzy. Na ogłoszeniu był dopisek, żeby wcześniej sprawdzić, czy zawory odcinające wodę działają, jak należy. Udałam, że dopisku nie zauważyłam, bo bałam się, że okaże się, że coś jest nie tak i zostanę z kłopotem. I całe szczęście, bo pan od wymiany musiał radzić sobie kluczem, gdyż motylek zaworu rozpadł mu się w rękach. Gdybym sprawdziła, trafiłoby na mnie, a wtedy na pewno mocno bym się zirytowała. A tak póki co sprawa nie jest pilna i można czekać na człowieka ze spółdzielni, który prędko nie przyjdzie, bo zgłoszeń ponoć jest dużo.
W kwestii nadgorliwości, której pożałowałam, pamiętam, jak podczas jednodniowego wyjazdu służbowego samochód zaczął zgłaszać nieprawidłowe ciśnienie. Zamiast uznać, że to przez niedawną wymianę opon i kliknąć, że jest w porządku, musiałam sprawdzić. Udało się dopiero w drodze powrotnej, w drodze tam straciłam tylko czas na czekanie na kompresor, który jakiś mądry, przewidujący i empatyczny kierowca zastawił zaparkowanym samochodem i sobie poszedł, a chciałam dotrzeć do celu o rozsądnej porze. Ciśnienie oczywiście było prawidłowe. Już szłam odwiesić końcówkę, kiedy przypadkiem kopnęłam zatyczkę, a ta poturlała się nie wiadomo gdzie. Wieczór, ciemno, ciemny asfalt i czarna zatyczka. Świeciłam telefonem, światłami samochodu, aż dopiero inny człowiek, czekający na dostęp do kompresora, ją zauważył.
Mój prywatny samochód miał wizytę u blacharza, żeby pozbyć się problemu estetycznego, z którym jeździł już od dawna. Była próba zamalowania, ale nic nie dała, trzeba było podziałać radykalniej. Oczywiście kiedy ruszy sie jedno, okazuje się, że trzeba by przy nim zrobić więcej, niż się wydawało, czyli jednocześnie więcej wydać. Przynajmniej efekt ładny. Instalacja gazowa również co jakiś czas wymaga doinwestowania i akurat zbliża się czas wyłożenia większej kwoty, ale nawet przy moim mizernym przebiegu i tak się opłaci, zresztą demontaż też nie jest za darmo. Mam zamiar jeździć tym autem jeszcze przez kilka lat i słabo mi, kiedy myślę o szukaniu następcy. Zresztą gdy myślę, na co bym wymieniła, pewnie chciałabym... na to samo, przynajmniej biorąc pod uwagę opcje praktyczne i realistyczne :)
Wystarczy, że musiałam się naszukać spodni spełniających określone kryteria. Takie zakupy męczą i zazwyczaj psują mi humor, a online jeszcze bardziej niż stacjonarnie, bo nie widzę, jaka ta rzecz faktycznie jest, do tego przy zamawianiu z nowego źródła nigdy nie wiadomo, jak w praktyce wyjdą rozmiary. Najbardziej lubię znane, sprawdzone, oswojone rzeczy, które już mam, niektóre latami, i tylko wyjmuję z szafy... Gdyby się nie niszczyły, spokojnie mogłabym po 20 lat nosić to samo (w sumie niektórym nie tak znowu dużo brakuje... ;)).
Jeśli chodzi o recenzje miejsc i hoteli, to mam podobnie. To, co dla niektórych jest wadą, dla mnie akurat zaletą. gdy pracowałam w szkole, nie miałam możliwości przekładania urlopu czy wyboru pór roku, teraz mogłam pojechać we wrześniu, a i o listopadzie rozmyślam.
OdpowiedzUsuńSpodni w Internecie nie kupuję, buty tylko wówczas, gdy przymierzałam w sklepie, bo i szerokość ma znaczenie. Mój mąż zamówił kiedyś spodnie, według metki starych, spisał dokładnie wszystko i jednak spodnie przyszły za małe...
Nam auto kiedyś odmówiło posłuszeństwa z dala od domu, na szczęście mamy dobre ubezpieczenie, ale stres był!
Kiedyś już kupiłam tak spodnie, ale to były dżinsy od producenta, którego znam - myślałam, że przyjdą trochę za krótkie, a okazały się tak długie, że muszę je podwijać. A przecież podają długości... Teraz jestem ciekawa, czy będę zadowolona, ale stacjonarnie ciężko mi znaleźć coś innego niż dżinsy, to zawsze dużo szukania i loteria, czy akurat cokolwiek będzie. Buty też raz zamówiłam, ale kiedyś je przymierzałam na żywo.
UsuńMoje auto od czasu jednej poważnej naprawy na szczęście jest grzeczne i prewencyjne czynności mu wystarczą. Poprzednie lubiło mi robić niespodzianki, co prawda nie było to daleko od domu, ale zablokowanie ruchliwego skrzyżowania to też żadna przyjemność...
Też nie lubię, jak jest za mało w pracy. Wtedy czas w ogóle nie leci i człowiek się męczy.
OdpowiedzUsuńZ wakacjami wolę planowane. I jak odbiegam od planu, to zaczynam się wkurzać : )
Lubię czytać negatywne opinie, bo tak jak mówisz, znajduję wtedy rzeczy, które dla mnie są pozytywami : )
Nadgorliwość jest gorsza od śmierci - tak powtaża moja mama. Ja jestem nadgorliwa - potwierdzam, gorsze od śmierci : )
Ciuchy kupuję głównie pzrez internet już od dobrych paru lat. ,,Prawdziwe'' zdjęcia wrzucane w komentarze przez użytkowników bardzo mi pomagają dobrze wybrać. Ale jeśli chodzi o spodnie to to jest KATASTROFA. Nawet stacjonarnie muszę przymierzyć sto par przez osiem godzin, żeby finalnie stwierdzić, że nic nie pasuje i wyjsć ze sklepu z legginsami... Nie istnieją po prostu spodnie jeansowe, które miały by wystarczająco szeroką nogawkę na samiusieńkim dole (żebym przepchała łydkę i stopę) i wystarczająco wąskie w talii (żeby mi nie odstawała połowa spodni w pasie...). Kupowałam jeansy miesiąc temu - trzy godziny, cztery sklepy, łącznie 25 par. Wyszłam z dwoma parami legginsów.
Ja się często wtedy zajmuję czym innym, ale zamiast czymś pożytecznym to chętniej oczywiście głupotami... Ale też się rozleniwiam i potem nie chce mi się zabrać nawet za to, co mam.
UsuńJa zwykle dokładnie nie planuję, teraz pierwszy raz będę miała taką rozpiskę, co, kiedy i gdzie. Ale to miało takie wady, że już na miejscu trzeba było poświęcać czas na sprawy organizacyjne. Poza tym czasami się czegoś nie przewidziało i np. w Gruzji za długo zostaliśmy w jednym mieście i z jednym dniem nie było za bardzo co zrobić - choć swój urok też to miało, chodziliśmy po lesie i po jakiejś wsi i ludzie się dziwili, co my tam robimy. A z kolei z Kolumbii żałuję do dziś, że w niektóre miejsca nie pojechałam i myślę, że gdyby z góry ustalić, że tam jedziemy, byłoby inaczej, a tak to szczególnie pod koniec pobytu już się nie chce organizować.
Teraz są modne szerokie nogawki, to większa szansa ;) Ja mam głównie problem z długością, przy spodniach innych niż dżinsy mało który producent w ogóle jakkolwiek te długości różnicuje. Jedne fajne letnie udało mi się kupić, bo w recenzji przeczytałam narzekanie, że źle leżą i są za długie, więc od razu poleciałam do sklepu :D Zawsze mnie dziwiło, kiedy trafiałam na spodnie, które ledwo przepchnęłam przez łydki, a reszta była w porządku, bo łydki mam akurat drobniejsze. Tak samo kiedy talia mi odstaje, a w biodrach są zbyt opięte, bo żadna ze mnie klepsydra.
Wolę jak w pracy jest co robić, bez natłoku i bez przestojów. Zakupy ubrań przez internet z reguły kończą się nietrafionym rozmiarem, także już odpuściłam. A najchętniej też bym chciała, żeby ulubione rzeczy się nie niszczyły:) Łącznie z samochodami.. Ciekawa jestem, gdzie tym razem Cię na urlop poniesie:)
OdpowiedzUsuńDotąd zamawiałam rzadko i bardzo ostrożnie. Jedne spodnie przyszły zdecydowanie za długie, ale je zostawiłam i podwijam. Ostatnio się zdziwiłam w Decathlonie, bo rozmiary okazały się nie takie, jak się spodziewałam, ale zawsze zamawiam do sklepu i od razu mierzę. Niebawem się okaże, co tym razem dostanę - niestety tamtego sklepu nawet nie ma stacjonarnie w Polsce, a przynajmniej w mojej okolicy, żeby cokolwiek przymierzyć dla porównania. Jak się nie uda, trzeba będzie szukać dalej...
Usuńja też dokładnie czytam recenzję, bo często oceny są zaniżane za "głupoty". Typu za mało kanałów tv, czy na śniadaniu nie było kiszonych ogórków :) Czasem aż się dziwię, ile ludziom może przeszkadzać!
OdpowiedzUsuńhttps://okularnicawkapciach.wordpress.com/
Czasami by się nawet nie pomyślało, żeby za coś obniżać. Ja też zawsze ignoruję te o monotonnych śniadaniach, bo w domu na śniadanie jem zawsze (prawie) to samo ;) (Śniadaniową różnorodność doceniam, ale nie wymagam, o ile cena jest adekwatna.)
UsuńA z kolei kiedy przeglądam oceny mniejszych, rodzinnych hotelików, wydaje mi się, że dużo ludzi zawyża oceny, żeby być miłym dla właścicieli.
Zaciekawił mnie paragraf na temat recenzji hoteli. Od 20 lat używam strony www.tripadvisor.com i przed każdym dalszym wyjazdem czytałem setki recenzji hoteli i innych miejsc noclegowych. Pomijając „fake reviews” (szczególnie zaczęły się nagminnie pojawiać w ciągu ostatnich 5-6 lat, jednak po jakimś czasie jest stosunkowo prosto zidentyfikować), każdą recenzję trzeba bardzo uważnie czytać.
OdpowiedzUsuńParę przykładów: dwie jednogwiazdkowe recenzje o hotelu. Jedna recenzentka była zbulwersowana tym, że widziała dużo starszych turystów-facetów z dziewczynami, mogącymi być ich wnuczkami (też widziałem). Druga-że z hotelu nie można wyjść, bo od razu faceci są napastowani przez lokalne kobiety, oferujące wiadomo jakie usługi (mogę dodać, że będąc na miejscu, ja się z tym nie spotkałem). Tak czy owak, podobnie jak Tobie, takie sceny mi też nie zepsują pobytu.
Inny facet spędził tydzień w hotelu i jednego dnia jego pokój był zalany—to spowodowało, że wszystko inne było do bani: jedzenie, pogoda, transport, obsługa, itp. Tego rodzaju przykładów mógłbym podać bardzo dużo, gdzie jedna rzecz, często kompletni mi obojętna, albo na którą zarząd hotelu nie ma wpływu (np. pogoda!), powoduję, że hotel otrzymuje jedną gwiazdkę.
Samemu też napisałem ze 200 recenzji i chociaż często musieliśmy borykać się z licznymi problemami (brak ciepłej wody przez tydzień, brak ciepłej i zimnej wody przez kilka dni, problemy z klimatyzacją, sejfem, zamkiem w drzwiach i nie działającym telewizorze), to również wymieniłem wszystkie zalety i ogólnie ocena wypadła na 3 gwiazdki, a nawet 4.
Czytanie recenzji, jak też zadawanie pytań na odpowiednich forach turystycznych i branie udziału w dyskusjach było najlepszą inwestycją, jaką mogliśmy zrobić przez wyjazdem. Wybrane przez nas hotele okazały się takie, jakie sobie wyobrażaliśmy, a często o wyższych standardach. Poza tym wiedzieliśmy, do kogo się udać w razie problemów i jak postępować. W każdym razie kilkakrotnie w ostatnim dniu, jadąc autobusem na lotnisko wraz z innymi turystami okazywało się, że nasz pobyt w 3 gwiazdkowym hotelu był o wiele lepszy niż ich pobyty w hotelach 4 i 4.5 gwiazdki, a nasze wszystkie pobyty w hotelach/ośrodkach na skali 1-10 kształtowały się od 7 do 10. Dlatego bardzo wierzę w przed-podróżówy „research”!
A o samochodach mówiąc, to moje auto też ma swoje lata (a dokładnie, ponad 23), trochę napraw musiałem ostatnimi laty dokonać i również z dużą niechęcią (i lekkim strachem) myślę o kupnie nowego—tym bardziej, że będzie to komputer na kółkach, który pewnie bardziej mnie kontrolował, niż ja jego. O ile w ogóle pozwoli mi dotknąć kierownicy (tak jak w dowcipie o kosmonaucie i małpie).
Pozdrawiam!