Górski przerywnik
Wpisy Jotki skłoniły mnie do napisania o wycieczce w góry, krótko po powrocie z mojego tajskiego wyjazdu. Była to Białka. Całkiem wygodny hotelik ze spa i pysznym śniadaniem - wcześniej takich nie wybierałam, ale ma to dużo plusów, a ze śniadania naprawdę byłam zadowolona, jedno z lepszych, na jakie kiedykolwiek trafiłam. Posiłki, które można było kupić w htelowej restauracji, też bardzo dobre. Zaraz obok płynął strumyk, który okazał się większy, niż się wydawało, i prowadząca wzdłuż niego ścieżka. Zaraz po przyjeździe przywitały nas chmury i padający co jakiś czas deszcz, więc średnie warunki do aktywności na zewnątrz, dla których się w takie okolice przyjeżdża. Na szczęście w kolejne dni już się rozpogodziło i można było korzystać, nawet grilla zrobić. Już wieczorem ucieszyłam się, gdy zauważyłam, że na horyzoncie wyłoniły się surowe, ośnieżone Tatry - wcześniej widoku nie było żadnego, tylko jedna wielka chmura. Uwielbiam widok na góry i ten moment, kiedy w drodze zaczynają się pojawiać. Sama Białka to miejscowość bardziej dla narciarzy, wszędzie, gdzie się da, są wyciągi, ale pochodzić też jest gdzie, również bez wyjeżdżania już w Tatry.
Wycieczki były raczej skromne i mało górskie, ale zawsze to coś, a coraz ładniejszy widok Tatr w oddali dodawał im uroku. Trasy łatwe, ale pojawiło się też nieoczekiwane wyzwanie. Dałam się przekonać, żeby nie wracać okrężną drogą, tylko sobie ją skrócić i wyszło tak, jak zawsze wychodzi ze skrótami, czyli trudniej. Po zejściu w dół byłyśmy juz bardzo blisko naszego noclegu - blisko, a zarazem daleko, bo dzieliła nas jeszcze rzeczka. W okolicy żadnego, nawet prowizorycznego mostku, do najbliższych kawał drogi i nie wiadomo, czy uda się przedostać dołem. Rzeka była płytka i nie taka szeroka, więc może by tak zdjąć buty i przejść? Spróbowałyśmy - na dnie były śliskie, twarde kamienie pokryte szlamem, stopy ślizgały się i bolały. Odpada. Koleżanka wpadła na lepszy pomysł: a może w skarpetach? W skarpetach okazało się łatwiej: wciąż trzeba było uważać, żeby się nie przewrócić, ale przeszłyśmy bez większego problemu. Zadowolone z sukcesu robimy kilka kroków, a tu okazuje się, że przed nami jeszcze jeden odcinek rzeki, już trochę głębszy. Znalazłyśmy najwęższe i najpłytsze miejsce i znowy przeszłyśmy. A tam... jeszcze jeden. Jeszcze głębszy, do tego kilka spadów, gdzie woda płynie szybciej. Na tym etapie nie można się już wracać, trzeba podwinąć spodnie i przechodzić, mając nadzieję, że się nie przewrócimy ani nie zamoczymy telefonów. Woda okazała się do ud. Prąd już czuć mocniej. Miejscami traciłam nadzieję i musiałam pilnować, żeby się nie dekoncentrować. Ale udało się. Po fakcie takie atrakcje okazują się najlepszymi wspomnieniami, ale wolałabym tego jednak nie powtarzać. Następnego dnia pilnowałam, żeby nie było żadnych przejść przez strumyki - nie udało się, ale strumyki były tylko malutkie, możliwe do przeskoczenia albo przejścia po desce czy kamieniach, więc już bez większych wyzwań.
![]() |
| Rzeczka wydaje się skromna... |
![]() |
| Ale aż taka skromna nie jest :) |
W planie były też termy - tak samo nigdy wcześniej nie byłam, nie miałam nigdy ochoty, a tymczasem też mi się spodobało: i trochę rozrywki, i relaksu. Posiedziałam w bąbelkach, popływałam z prądem lub z falami i wypróbowałam wszystkie zjeżdżalnie. Jedyne, co mi tam nie odpowiadało, to suszarki do włosów, które suszyły całe wieki i plątały włosy. A obie mamy włosy, których suszenie trochę trwa: widziałam, że niektórzy ludzie szli się suszyć po nas, kończyli i wychodzili, a my stałyśmy i suszyłyśmy nadal. Na zewnątrz zimno, więc z mokrą głową słabo wychodzić. Tak że na koniec wyszłam trochę zirytowana. Ale pewnie jeszcze kiedyś będę chciała na jakieś termy się wybrać, w połączeniu z pieszymi wycieczkami to świetny pomysł na krótki wyjazd.
![]() |
| Było też gniazdo z bocianem! |








My w tym roku tez wzięliśmy nocleg ze śniadaniem, bo i zakupów nie trzeba robić, i kawa dobra, nawet kanapki na drugie śniadanie zrobiłam.
OdpowiedzUsuńTermy, parki rozrywki, to dobra opcja na zmienną aurę.
Podziwiam Was za przechodzenie przez rzekę. Pod naszymi oknami płynął strumyk, który po opadach zamienił się w rwąca rzekę, nawet w nocy hałasował straszliwie.
Gniazda z bocianami tez widywaliśmy...
Czasami biorę noclegi ze śniaaniem, ale często uznawałam, że wystarczy zwykły pensjonat, a śniadanie mogę sobie zrobić w pokoju, ale jednak bez aneksu kuchennego jest to niewygodne. Dałam się namówić na hotel tego rodzaju i doceniłam, potraktowałam to jako dodatkowy element odpoczynku :) A to śniadanie było na tyle bogate, że wystarczało mi na długo.
UsuńMy same siebie podziwiamy :D Ale jak się przeszło przez pierwszy kawałek i już miało mokre skarpetki, trzeba było iść dalej ;)
Znam to uczucie kiedy zwykły spacer zamienia się w pełnoprawną przygodę. Miło, że termy, które wcześniej niekusiły, zaskoczyły Cię pozytywnie. Taki wyjazd zostaje w pamięci bo był śmiech, i relaks, i poczucie, że znów się czegoś spróbowało.
OdpowiedzUsuńCzasami tak bywa, nie trzeba planować przygód, bo same przychodzą bez zapowiedzi :)
UsuńAle Ci się udało uchwycić bociana!
OdpowiedzUsuńStrumyk całkiem spory, nie wiem czy bym się odważyła na to co Wy. Fajnie się czyta o tej Waszej przeprawie w skarpetkach chociaż Wam pewnie nie było do śmiechu, chyba że po fakcie.
W Białce byłam, mieszkaliśmy u górali, którzy oszukuwali podczas gry w karty a naszą uwagę próbowali odwrócić samogonem 😀
Próbowałam, jak był jeszcze w gnieździe, ale było go słabo widać i wychodził nieostro.
UsuńZ naszej perspektywy strumyk wydawał się dużo mniejszy :D Faktycznie po fakcie było to zabawne, w trakcie byłam trochę zła, że nie naciskałam na powrót okrężną drogą :)
I ja uwielbiam jak Tatry w czasie jazdy samochodem wyłaniają się nagle...
OdpowiedzUsuńBo Tatry to najpiękniejsze góry świata - jestem o tym przekonana...
Niewykluczone :) Choć wszystkie góry są piękne :)
UsuńDobrze, że jedzenie smakowało. Dla mnie to bardzo istotna kwestia - jakość posiłków :)
OdpowiedzUsuńJej, ta przeprawa przez strumyki mogła być niebezpieczna. Dobrze, że obyło się bez kontuzji
Pozdrawiam serdecznie
Trzeba było uważać, ale udało się ;)
UsuńAle cudowne widoki! W Tatrach nigdy nie byłam, czas nadrobić!
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
To rzeczywiście polecam nadrobić. Ja w samych Tatrach też byłam dawno temu, czasami mnie kusi się wybrać, tylko na jakąś prostą trasę, a jednocześnie nie na Morskie Oko... ;)
UsuńO, my też tam byliśmy! Tylko Tatry były za chmurami... pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie ♥️
OdpowiedzUsuńPamiętam wpis :) Zaraz po przyjeździe nawet nie wiedziałam, że Tatry widać, tak było szaro, ale na szczęście później się pokazały :)
Usuń